[Okolice Najbliższe]
Google
szukaj:
Menu główne
strona główna
strona artykułów
strona newsów
forum
księga gości
katalog stron
family tree
schwiebus.2002
schwiebus.2004
Ostatnio dodane
Zamknięty ołtarz
Sukiennik świeb...
Portret miasta ...
Podróże Pekaesem ...
Spod przymkniętych ...
Los Sióstr ze Schwiebus
Tajemnice ...
Boromeuszki cd.
Historia zmian..
Sala Gotycka
Wernhera ścieżkami
Kreatywni inaczej ..
Od legendy do ..
Świebodzińska legenda
Inskrypcja z 1735
Jakub Schickfus
Obrazki z przeszłości
Publikacje..
Świebodzińskie lecznictwo
Szpital
Wokół Ratusza
Odkrycie krypty
Bibliografia
Plac w przebudowie
Najazd na Ratusz
Dekret mianowania
Nowa twarz rynku
Na bruk nie wjedziesz
Odnówmy kamienice
Konsultacje
Hubertus Gabriel
Robert Balcke
Ruch wokół ratusza
Czasowy zarząd
Przesiedleńcy 1945
Izba pamiątek
Wiekowe znaleziska
Spór wokół ratusza
Co dalej ze starówką?
Granit pod ratuszem
Kronika Schickfusa
Początki - podsumowanie
Początki oświaty
Najazd Zbąskiego
Maciej Kolbe
Świebodzińska "Solidarność"
Szczątki św. Jerzego
Pieniądze na ratusz
Początki oświaty
Granit w śródm..
Sulechów retro
Nowy Rok
Życie religijne
Odpolitycznianie ...
Ulice do poprawki
Wieża Bismarcka
Kościół pw. św. M.A.
Kościół pw. N.M.P. K.P.
Zamek ...
Eberhard Hilscher
Baron J.H. v. Knigge
Z życia mieszczan
Świadectwo urodzenia
Sukiennictwo w dziejach
Żary inwestują w starówkę
Strajk w Lubogórze w 1981 r.
Początki edukacji szkolnej
Pierwsze, szkolne lata
Kresy
Koniec niemieckiego panowania
Dramatyczne wydarzenia
Historyczne początki
Ratusz się sypie
Schwiebüssen Schwibus
Dialog a badania arche
Unikalne Cmentarzyska
100 lat temu - 1904 r.
100 lat temu - 1902 r.
Aktualizacje
Ogólniak
Cmentarz miejski
Dekomunizacja ulic
PKP chce likwidować..
Przesiedleńcy 1945
100 lat temu - 1906 r.
Spuścizna po Hilscherze
Dworzec z horroru
Piszczyński Zenon
M. v. Knobelsdorff
Archeologia okolic
J.K. Sobociński
Katalog C&Co.™
A.D. 2012
zbiór własny
katalog ulic
ostatnio dodane

2012-04-15
C&Co.™ 1208
C&Co.™ 1207
C&Co.™ 1206
C&Co.™ 1205
C&Co.™ 1204
C&Co.™ 1203
C&Co.™ 1202
C&Co.™ 1201
2012-04-05
C&Co.™ 1200
C&Co.™ 1199
C&Co.™ 1198
C&Co.™ 1197
C&Co.™ 1196
C&Co.™ 1195
C&Co.™ 1194
C&Co.™ 1193
C&Co.™ 1192
C&Co.™ 1191
C&Co.™ 1190
2012-03-30
C&Co.™ 1189
C&Co.™ 1188
C&Co.™ 1187
C&Co.™ 1186
C&Co.™ 1185
C&Co.™ 1184
C&Co.™ 1183
C&Co.™ 1182
C&Co.™ 1181
C&Co.™ 1180
C&Co.™ 1179
C&Co.™ 1178
C&Co.™ 1177
C&Co.™ 1176
C&Co.™ 1175
C&Co.™ 1174
C&Co.™ 1173
C&Co.™ 1172
C&Co.™ 1171
C&Co.™ 1170
C&Co.™ 1169
C&Co.™ 1168
C&Co.™ 1167
2012-03-22
C&Co.™ 1166
C&Co.™ 1165
C&Co.™ 1164
C&Co.™ 1163
C&Co.™ 1162
C&Co.™ 1161
C&Co.™ 1160
C&Co.™ 1159
C&Co.™ 1158
C&Co.™ 1157
C&Co.™ 1156
C&Co.™ 1155
C&Co.™ 1154
C&Co.™ 1153
C&Co.™ 1152
C&Co.™ 1151
C&Co.™ 1150
2012-03-12
C&Co.™ 1149
C&Co.™ 1148
C&Co.™ 1147
C&Co.™ 1146
C&Co.™ 1145
C&Co.™ 1144
C&Co.™ 1143
C&Co.™ 1142
C&Co.™ 1141
C&Co.™ 1140
C&Co.™ 1139
C&Co.™ 1138
C&Co.™ 1137
C&Co.™ 1136
C&Co.™ 1135
C&Co.™ 1134
C&Co.™ 1133
C&Co.™ 1132
C&Co.™ 1131
C&Co.™ 1130
C&Co.™ 1129
C&Co.™ 1128
C&Co.™ 1127
C&Co.™ 1126
C&Co.™ 1125
2012-03-03
C&Co.™ 1124
C&Co.™ 1123
C&Co.™ 1122
C&Co.™ 1121
C&Co.™ 1120
C&Co.™ 1119
2012-02-27
C&Co.™ 1118
C&Co.™ 1117
C&Co.™ 1116
2012-02-26
C&Co.™ 1115
C&Co.™ 1114
C&Co.™ 1113
C&Co.™ 1112
C&Co.™ 1111
C&Co.™ 1110
2012-02-25
C&Co.™ 1109
C&Co.™ 1108
C&Co.™ 1107
C&Co.™ 1106
C&Co.™ 1105
C&Co.™ 1104
C&Co.™ 1103
C&Co.™ 1102
C&Co.™ 1101
C&Co.™ 1100
2012-02-19
C&Co.™ 1099
C&Co.™ 1098
C&Co.™ 1097
C&Co.™ 1096
C&Co.™ 1095
2012-02-17
C&Co.™ 1094
C&Co.™ 1093
C&Co.™ 1092
C&Co.™ 1091
C&Co.™ 1090
C&Co.™ 1089
C&Co.™ 1088
C&Co.™ 1087
C&Co.™ 1086
C&Co.™ 1085
2012-02-13
C&Co.™ 1084
C&Co.™ 1083
C&Co.™ 1082
2012-02-12
C&Co.™ 1081
C&Co.™ 1080
C&Co.™ 1079
C&Co.™ 1078
C&Co.™ 1077
C&Co.™ 1076
C&Co.™ 1075
C&Co.™ 1074
C&Co.™ 1073
C&Co.™ 1072
2012-02-11
C&Co.™ 1071
C&Co.™ 1070
C&Co.™ 1069
C&Co.™ 1068
C&Co.™ 1067
C&Co.™ 1066
C&Co.™ 1065
C&Co.™ 1064
C&Co.™ 1063
C&Co.™ 1062
C&Co.™ 1061
Katalog C&Co.™
A.D. 2007
2007-03-12
C&Co.™ 1057
C&Co.™ 1056
C&Co.™ 1055
C&Co.™ 1054
C&Co.™ 1053
C&Co.™ 1052
C&Co.™ 1051
2007-03-11
C&Co.™ 1050
C&Co.™ 1049
C&Co.™ 1048
C&Co.™ 1047
C&Co.™ 1046
C&Co.™ 1045
C&Co.™ 1044
C&Co.™ 1043
C&Co.™ 1042
C&Co.™ 1041
C&Co.™ 1040
C&Co.™ 1039
C&Co.™ 1038
C&Co.™ 1037
C&Co.™ 1036
C&Co.™ 1035
C&Co.™ 1034
C&Co.™ 1033
C&Co.™ 1032
C&Co.™ 1031
C&Co.™ 1030
C&Co.™ 1029
C&Co.™ 1028
C&Co.™ 1027
C&Co.™ 1026
C&Co.™ 1025
C&Co.™ 1024
C&Co.™ 1023
C&Co.™ 1022
C&Co.™ 1021
C&Co.™ 1020
C&Co.™ 1019
C&Co.™ 1021
C&Co.™ 1020
C&Co.™ 1019
C&Co.™ 1018
2007-03-08
C&Co.™ 1017
C&Co.™ 1016
C&Co.™ 1015
C&Co.™ 1014
C&Co.™ 1013
C&Co.™ 1012
C&Co.™ 1011
C&Co.™ 1010
C&Co.™ 1009
C&Co.™ 1008
C&Co.™ 1007
C&Co.™ 1006
C&Co.™ 1005
C&Co.™ 1004
C&Co.™ 1003
2007-03-06
C&Co.™ 1002
C&Co.™ 1001
C&Co.™ 1000
C&Co.™ 0999
C&Co.™ 0998
C&Co.™ 0997
C&Co.™ 0996
C&Co.™ 0995
C&Co.™ 0994
C&Co.™ 0993
C&Co.™ 0992
C&Co.™ 0991
C&Co.™ 0990
C&Co.™ 0989
C&Co.™ 0988
C&Co.™ 0987
C&Co.™ 0986
C&Co.™ 0985
C&Co.™ 0984
C&Co.™ 0983
C&Co.™ 0982
C&Co.™ 0981
C&Co.™ 0980
C&Co.™ 0979
C&Co.™ 0978
C&Co.™ 0977
C&Co.™ 0976
2007-03-02
C&Co.™ 0975
C&Co.™ 0974
C&Co.™ 0973
C&Co.™ 0972
C&Co.™ 0971
C&Co.™ 0970
C&Co.™ 0969
C&Co.™ 0968
C&Co.™ 0967
C&Co.™ 0966
C&Co.™ 0965
C&Co.™ 0964
C&Co.™ 0963
C&Co.™ 0962
C&Co.™ 0961
C&Co.™ 0960
C&Co.™ 0959
C&Co.™ 0958
C&Co.™ 0957
Inne
forum
kontakt
bannery
download
logowanie
rekomenduj nas
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 2

subskrypcja
informacje o zmianach na twój mail!
Artykuły > Archeologia okolic > Archeologia okolic
Badania cmentarzyska sprzed 2000 lat w Jordanowie
Sondażowe rozpoznanie archeologiczne...
Indianie spod starego Sulechowa
"Dialog" a badania archeologiczne.
Unikalne Cmentarzyska.

Archeologia okolic


Gazeta Lubuska
21 Kwietnia 2001
Ziemia prawdę im powie

Ostatnie badania archeologiczne w Zielonej Górze prowadzono w 1998 r. Przyniosły zaskakujące wyniki. W centrum miasta odkryto średniowieczne piwnice, sklepienia i fragmenty murów ceglanych. Tymczasem w literaturze historycznej dominuje pogląd, że budynki mieszkalne w Zielonej Górze były aż do połowy XVII w. wyłącznie drewniane. Odkrycie gotyckich murów całkowicie temu zaprzecza.

Czy średniowieczna Zielona Góra miała zamek Gdzie można znaleźć ślady pierwszej osady Wkrótce zagadki mogą być rozwiązane - w planach zielonogórskiego muzeum są badania archeologiczne.
Niektórzy wierzą, że w XIV w. w Zielonej Górze wybudowano zamek. Od połowy tego wieku miasto stało się siedzibą książęcą - Henryk V Żelazny miał tu rezydencję, a Henryk VIII w 1381 r. tytułował się księciem zielonogórskim. Gdzie w takim razie mieszkali Ćródła pisane podają, że zamek książęcy spalono w XV w. i nigdy nie został odbudowany. Jeśli rzeczywiście istniał, to gdzie był usytuowany Tradycja mówi, że na niewielkim wzniesieniu w odległości ok. 300 m na północny zachód od dawnych murów przy zbiegu dzisiejszych ulic Zamkowej, Wandy i Krakusa. Legendy jednak często zawodzą.
Historycy uważają, że to miejsce jest zbyt oddalone od centrum miasta. Na oko pół kilometra. A przecież we wszystkich innych miastach, np. Głogowie, Szprotawie, Żaganiu czy Żarach, system obronny zamku jest bezpośrednio sprzężony z systemem miasta. Często też najpierw stawiano zamek, a dopiero do niego dobudowywano miasto. Zielona Góra jest wyjątkiem
Wiele więc wskazuje na to, że jeśli książę coś tu wybudował, to najprawdopodobniej nie była to budowla strategiczna, a jedynie prywatna siedziba, do której czasami zaglądał, np. odwiedzając... narzeczoną.
Jest i druga teoria. Mówi, że zamiast zamku Henryk VIII postawił dla siebie dwór myśliwski. Podobno książę lubił polować. Ta teoria wyjaśniałaby, dlaczego nie zachowały się żadne ślady po zamku. Po prostu dwór był drewniany i całkowicie spłonął.

Pozostał tylko mur

Tajemnicą otoczona jest także kwestia pierwszej osady przedlokacyjnej, czyli takiej, która tętniła życiem, zanim założono Zieloną Górę. Osiedle najprawdopodobniej leżało na wzniesieniu u podnóża tzw. Góry Ceglanej (stąd słowo góra w późniejszej nazwie), w miejscu przecięcia się dwóch ważnych szlaków handlowych. Starszy biegł z południa przez Wrocław, Głogów do Krosna. Młodszy prowadził z północy przez Międzyrzecz, Świebodzin, Sulechów do Wrocławia. Kiedy powstało, nie wiadomo. Co prawda lokalni kronikarze i tradycja mówią nawet o X w., ale dopóki nie ma na to namacalnych dowodów, trudno sprawę przesądzać.
Co do lokalizacji osady, to wiele wskazuje na to, że została dobrze wskazana. Po pierwsze, na skrzyżowaniu wspomnianych traktów stał kiedyś drewniany kościół św. Jana, który spłonął podczas pożaru miasta w 1582 r. Kościół obsługiwał osadę oraz nieco później powstałe tuż obok miasto. Gdy się spalił, został po nim tylko cmentarz zaznaczony jeszcze na planie miasta z 1784 r.
Samo miasto założono najprawdopodobniej w XIII w. na zachód od pierwotnej osady, na lewym brzegu Złotej Łączy. Niemcy przyjęli nawet hipotetyczny 1222 r. jako datę prawnej lokacji Zielonej Góry, choć wiadomo, że dokument lokacyjny nie zachował się. Centralnym punktem miasta oczywiście był ratusz, strojący dokładnie w tym samym miejscu co dziś.

Chyba jednak osada

- Muzeum to ośrodek, którego celem jest także badanie dziejów Zielonej Góry - mówi dyrektor Muzeum Ziemi Lubuskiej Andrzej Toczewski. - Wydajemy naukowe pozycje, pracujemy nad kroniką miasta, zbieramy bibliografię. Teraz chcemy zająć się badaniami archeologicznymi.
Ale przebadanie całego miasta nie jest możliwe zarówno z powodów organizacyjnych (gęsta zabudowa) jak i finansowych. Czego w takim razie szukać w pierwszej kolejności - Najpierw pomyśleliśmy o zamku - mówi zielonogórski historyk Stanisław Kowalski. - Wiemy jednak, że to bardzo ryzykowne przedsięwzięcie, biorąc pod uwagę mgliste założenia co do jego lokalizacji. Mamy dylemat i coraz bardziej przekonujemy się do pomysłu szukania pierwszej osady.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że najciekawszym terenem do badań może być ziemia u zbiegu pl. Matejki i ul. Kupieckiej. To w tym rejonie stał kościół św. Jana. Tu także był kiedyś cmentarz. Najprawdopodobniej fragment jego muru nadal można zobaczyć - jest obecnie częścią ogrodzenia prywatnej posesji.
- Kłopot w tym, że jest to zabudowana okolica - mówi S. Kowalski. - Obejrzałem ją dokładnie i okazało się, że przy budynkach zachowały się niewielkie ogródki. Właściciela jednego z nich zapytałem, czy pozwoliłby na badania archeologiczne na swoim terenie. Zapewnił, że tak, bo sam jest ciekawy, co można tam znaleźć.
- Teraz musimy zdobyć pieniądze - dodaje A. Toczewski. Może miasto się dołoży.
- To bardzo dobry pomysł - uważa prezydent Zielonej Góry Zygmunt Listowski. - Zwłaszcza że są szanse na znalezienie czegoś interesującego z punktu widzenia historii miasta. Znalezisko można potem wykorzystać do celów turystycznych. Myślę, że wyłożenie pieniędzy z kasy miasta jest możliwe.

 

Sylwia Malcher-Nowak

 



Gazeta Lubuska
28 kwietnia 2003
Ruszą wykopaliska archeologiczne

Muzeum regionalne zwróciło się do konserwatora zabytków o 20 tys. zł na prace archeologiczne na cmentarzysku Gotów.

W Jordanowie znajduje się jedyne jak dotąd w woj. lubuskim stanowisko archeologiczne kultury wielbarskiej - nawiązujące do wędrówki Gotów przez ziemie polskie w czasach rzymskich. Więcej takich stanowisk jest w Wielkopolsce.

Biżuteria i szkielety

Cmentarzysko w Jordanowie odkryto przypadkowo w 1996 r. Przy pracach ziemnych na tamtejszej żwirowni natrafiono na grzebienie i zapinki pochodzące z II-III w. n.e. Ozdoby okazały się wyposażeniem grobów. W okolicy znaleziono ponad sto miejsc pochówku.
Dwa lata później do wsi zjechali archeolodzy. Znaleźli liczne fragmenty urn, popielnic grobowych, biżuterię (paciorki srebrne i szklane), sprzączki szat itp. Odkryli też groby szkieletowe, a w nich szczątki co najmniej 135 osób.
- To stanowisko jest o tyle ważne, że wyznacza niejako zasięg osadnictwa Gotów - mówi dyrektor muzeum Marek Nowacki. - Jest cmentarzyskiem wysuniętym najdalej na południowy zachód. Można sądzić, że lud ten przebywał w okolicach Jordanowa nawet przez dwa-trzy pokolenia, zanim znów ruszył na południe.

Będą kopać

Złupili Rzym
Goci - koczowniczy lud z płd. Skandynawii. Tysiąc lat p.n.e przedostali się przez Bałtyk do Europy Środkowej. Niektóre grupy wędrowały przez ziemie polskie z płn. na płd.-wsch. w kierunku morza Czarnego, gdzie dotarli w II w. n. e. Potem podzielili się na dwa odłamy Ostrogotów i Wizygotów. Ci drudzy w IV w. najechali Italię i w 410 r. pod wodzą Alaryka złupili Rzym, przyczyniając się do ostatecznego upadku cesarstwa zachodniorzymskiego.

Ówczesne prace archeologiczne zakończyły się po kilku miesiącach. Zabezpieczony teren objęto ochroną konserwatorską. Nie odkryto jednak wszystkiego. "Wielkość i zasięg cmentarzyska w Jordanowie w chwili obecnej pozostają nieznane - czytamy w opracowaniu szefa tamtej ekipy archeologicznej Piotra Wawrzyniaka z Poznania. - Pewne przesłanki wskazują, że prawdopodobnie pochowano tutaj nawet kilkuset osobników na powierzchni kilku hektarów.&Po latach przerwy teren ma być dalej penetrowany. Już w tym sezonie. - Potrzebujemy ok. 20 tys. zł i o tyle wystąpiliśmy do konserwatora - mówi M. Nowacki. - Ale nawet za mniejszą sumę można by powiększyć zasięg wykopalisk. Dla nas to o tyle ważne, że wszystkie wykopane eksponaty, po opracowaniu naukowym, trafiają do tutejszego muzeum.
- Wniosek świebodzińskiego muzeum o dofinansowanie został wstępnie uwzględniony - informuje p.o. wojewódzkiego konserwatora zabytków Ewa Garbacz. - Obecnie trafił do wojewody.

 

Michał Iwanowski

 



Gazeta Lubuska
27 września 2003
Po śladach Gotów

W najbliższych dniach zaczną się prace archeologiczne w Glińsku i Jordanowie. Muzeum regionalne dostało na nie 15 tys. zł.

Prace mają być kontynuacją wykopalisk rozpoczętych pod koniec lat 90. i wkrótce potem przerwanych z powodu braku pieniędzy.

Złupili Rzym

Podczas robót ziemnych na jednej z tamtejszych żwirowni koparka trafiła na kości i fragmenty ceramiki. Okazało się, że to elementy pochodzące z czasów tzw. kultury wielbarskiej (początek naszej ery). W okolicy trafiono na liczne bogato wyposażone grobowce. Oprócz szczątków ludzkich wydobyto gliniane naczynia, elementy biżuterii i odzieży oraz grzebienie.
Cmentarzysko powstało w okresie, gdy przez środkową Europę na południe wędrowały koczownicze ludy Gotów. Odbywało się to w latach 100-400 naszej ery. Pochodzący z terenów południowej Skandynawii Goci dotarli do wybrzeży Morza Czarnego. Potem udali się na zachód i złupili Rzym, przyczyniając się do ostatecznego upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego.

Zdobyli pieniądze

Według szacunków dyrektora świebodzińskiego muzeum Marka Nowackiego odkryte w okolicach Jordanowa cmentarzyska mogą świadczyć, że Goci osiedli na tych terenach nawet na kilka pokoleń, zanim znów ruszyli na południe. &Wiosną muzeum wystąpiło o dofinansowanie do wojewódzkiego oddziału Państwowej Służby Ochrony Zabytków. We wrześniu przyznano 15 tys. zł i w najbliższych dniach ruszą prace pod kierunkiem poznańskiego archeologa Piotra Wawrzyniaka.
&Archeolodzy będą pracować ok. dwu miesięcy, a do końca listopada ma być gotowa dokumentacja badań. Wszystkie wydobyte eksponaty trafią do świebodzińskiego muzeum.

 

Michał Iwanowski

 



Gazeta Lubuska
30 września 2003
Dawno tu nie kopali

Rozmowa z Marleną Magdą-Nawrocką archeologiem z Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza która bada cmentarzysko na pl. Prusa

- Z którego wieku pochodzą pochówki odkryte na placu?
- Cmentarzysko jest wielopoziomowe. Najgłębsza warstwa pochodzi z ok. XVIII w. Właśnie na jednej z najgłębszych warstw leżała trumna z ludzkimi szczątkami.

- Czy trumna jest cennym odkryciem?
- Dotąd trafialiśmy na same szczątki. Pierwszy raz mamy do czynienia z zachowaną trumną. Widać w niej szczątki osoby mieszkającej prawdopodobnie w Krośnie Odrzańskim z rękoma zgiętymi w łokciach. Znaleźliśmy również ozdoby i spinki do włosów oraz kościane guziki.

- Czy ułożenie rąk zmarłego miało wtedy jakieś znaczenie?
- Nie. Chowano ludzi z rękoma zgiętymi lub wyprostowanymi. Myślę, że wynikało to z wielkości trumny.

- Cmentarzysko służyło miastu?
- Na podstawie badań można wnioskować, że jest to cmentarz miejski. Znaleźliśmy na nim groby dzieci, kobiet i mężczyzn. Z dokumentów wynika, że pl. Prusa przed wiekami był wyspą. Gdzieś w tym miejscu stał podobno klasztor franciszkanów. Możliwe, że na cmentarzu byli chowani także zakonnicy.
- Obecności franciszkańskiego zakonu na razie nie można potwierdzić.
- Niestety, nie trafiliśmy jeszcze na żaden grób zakonnika. Możliwe, że są pochowani głębiej. Ma nadzieję, że trafię na grób zakonny w głębszej warstwie.

- Co sprawia, że Krosno Odrzańskie obfituje w cenne dla archeologów znaleziska?
- Po pierwsze, długo nie prowadzono tu żadnych prac archeologicznych. Po drugie, nie było tutaj za wielu inwestycji związanych z kopaniem w ziemi. Po trzecie, miasto nie rozrastało się, przez wiele wieków miejscowość rozwijała się tylko pod górę, a życie toczyło się niemal w tych samych miejscach. Dobrze, że prace w końcu ruszyły.

- Gdzie w województwie można trafić na archeologiczne znaleziska?
- Na pewno w Sulechowie. Jest to miasto od dawana niebadane przez archeologów. Wiele z prac budowlanych prowadzonych jest bez archeologicznego nadzoru i na pewno dużo cennych znalezisk umyka nam &

- Dziękuję.

 

Piotr Jędzura

 



Gazeta Lubuska
13 grudnia 2003
Świebodzin przed Rzymem

Zanim Goci &

To już niemal pewne dzięki zakończonym właśnie pracom poznańskich archeologów.

Listopad 2003

Cmentarzysko koło Jordanowa (pow. świebodziński) okazało się bardzo obszerne. Archeolodzy doliczyli się szczątków kilkuset zwłok, także dzieci. &Oprócz bogato wyposażonych w biżuterię grobowców archeolodzy odkryli stos grobowy z paleniskiem. Goci palili zwłoki, a zmarłych chowali w popielnicach razem z ich najcenniejszymi przedmiotami. Dzięki temu można ich dziś zidentyfikować. Mimo że byli ludem wojowniczym, w grobowcach nie ma broni. Są za to kościane grzebienie, żelazne spinki szat, guziki, okucia, gliniane naczynia... Ku zdumieniu archeologów, wykopano tam także kamienne groty, z ok. 10 tys. lat p.n.e. Wygląda na to, że to żyzne wzgórze, otoczone wówczas rozlewiskami, było od tysięcy lat przyjazne dla osadnictwa. - W przyszłym roku rusza tu budowa autostrady i właśnie w miejscu naszych wykopalisk ma powstać zjazd &

Lato 1998

Poznański archeolog Piotr Wawrzyniak prowadził badania w klasztorze w Paradyżu. Pewnego dnia do klasztoru trafił żwir z pobliskiej kopalni koło Jordanowa. Uwagę archeologa zwróciły zawarte w nim gliniane elementy. Poszedł do żwirowni. Nabrał pewności, że kilka metrów pod jego stopami rozciąga się ważne stanowisko archeologiczne. Wybieranie żwiru szybko przerwano. Na kilka miesięcy zjechali tu archeolodzy, z Wawrzyniakiem i Mirosławem Ciesielskim na czele. Okazało się, że to jedyne &Wykopano liczne eksponaty, ale archeolodzy nie dotarli do granic cmentarzyska. Po pierwsze &

Lata 150-400 naszej ery

Klimat był wtedy przyjazny. Podobnie jak we wczesnym średniowieczu tysiąc lat później, w południowej Polsce kwitły winorośle. W południowej Skandynawii zimy były jednak uciążliwe. Plemiona Gotów coraz częściej i liczniej przekraczały wąskie cieśniny i wyspy dzisiejszej Danii. W bezchmurne dni widać było przeciwległe brzegi. Na kontynencie zdecydowali się ruszyć na wschód, szli wzdłuż bałtyckiego wybrzeża. Niektóre grupy poszły potem na południe w okolicach ujścia Odry, inne &Jeśli zagrzali gdzieś miejsce, to najwyżej na dwa pokolenia, potem &Czy prochy któregoś z przodków Alaryka spoczęły pod Jordanowem? To całkiem prawdopodobne.

 

Michał Iwanowski
Piotr Jędzura

 



Gazeta Lubuska
29 maja 2004
Rzeź bez śladu

 

Rzeź bez śladu
Pole bitwy ma kilkaset hektarów powierzchni, nam udało się spenetrować zaledwie jego fragment. Na zdjęciu Paweł Łukasiewicz z wykrywaczem metalu.
fot. Katarzyna Chądzyńska

Przed dwoma wiekami na nadodrzańskich bagnach poległo prawie 7 tys. żołnierzy. O śladach tej rzezi wszyscy dziś mówią, ale nikt ich nie widział. Zaczęliśmy szukać sami.

Podręczniki historii lakonicznie wzmiankują o bitwie z 1759 r., jaka rozegrała się na polach pod Kijami (pow. zielonogórski). Uczestniczyło w niej ponad 70 tys. żołnierzy pruskich i rosyjskich. W obu armiach byli Polacy. Dziś już nieważne, że zwyciężyli Rosjanie. Zmalało też znaczenie bitwy. Na pewno nie była warta swych ofiar. Jednego dnia poległo ponad 6.500 ludzi. Tę statystykę przykrywa dziś gruba warstwa ziemi.

Lipiec 1759 r.

Trwa wojna siedmioletnia między Rosją a Prusami. Wojska rosyjskie w liczbie 50 tysięcy wyruszyły z Babimostu. Kawaleria konna ciągnąca 300 dział, żołnierze uzbrojeni w muszkiety i szrapnele - po dniu marszu ulokowali się na zachód od Jeziora Wojnowskiego. W tym samym czasie mniej liczne wojska pruskie wyruszyły spod Międzyrzecza. Przekroczyły dawną granicę śląską w Paradyżu i 21 lipca stanęły w okolicach Kalska. Chciały przeszkodzić Rosjanom w sforsowaniu Odry i marszrucie w kierunku Krosna. 23 lipca Rosjanie ustawili się w szyku liniowym, z artylerią na przedzie, gotowi do obrony. Nad nadodrzańskimi mokradłami zawisła burza. Pierwsze ataki Prusaków od strony Kijów były nieudane. Pułki ustąpiły pod silnym ostrzałem. Dopiero trzeci szturm pozwolił przedrzeć się na pierwszą linię rosyjskiego frontu nieopodal Pałcka. Doszło do krwawej walki na kolby i bagnety. Żołnierze ginęli setkami. Po kilku godzinach Prusacy musieli się wycofać, bo zabrakło im amunicji. Wtedy nastąpiła błyskawiczna szarża Kozaków. Trup słał się gęsto aż do wieczora. Padały też konie. Ucichło przed zmierzchem. Zdziesiątkowane oddziały pruskie wycofały się w popłochu do Cigacic. Na bagnistych terenach między Pałckiem a Kijami zostało prawie 7 tys. zwłok...

Czerwiec 2001 r.

Prokuratura w Świebodzinie została powiadomiona o wykopaniu szkieletu na podwórzu posesji w Pałcku. Natrafił nań Jerzy Gałka podczas kopania rowu pod rury centralnego ogrzewania przy ścianie swego domu. Wizja lokalna w asyście prokuratora i biegłego patologa ustaliła, że to szkielet dużego zwierzęcia, zapewne konia. Biegły patolog Hubertus Gabriel stwierdził, że to kości bardzo stare, przynajmniej stuletnie. - Nie ma sensu dociekać, co to jest, bo nikt nie będzie płacił za ekspertyzy - powiedział wówczas. Gałkowie kopali dalej. Im dalej, tym więcej było piszczeli, kręgów, fragmentów czaszki i szczęki. Sprawa zainteresowała dyrektora muzeum regionalnego w Świebodzinie Marka Nowackiego. Zaczął podejrzewać, że może to być pozostałość po bitwie sprzed 250 lat. Kości z Pałcka trafiły do biura wojewódzkiego konserwatora zabytków. Archeolog Ewa Garbacz miała wątpliwości co do ich bitewnego pochodzenia. - Bo razem z kośćmi właściciele domu wykopali też fragment ceramiki, tzn. trójnoga z XIX w., który omyłkowo wzięli za część szkieletu - tłumaczyła. Lasy wokół Pałcka od dawna były penetrowane przez studentów archeologii. Znajdowali ołowiane kule od muszkietów, fragmenty szrapneli armatnich, okucia i epolety mundurów. Nikt nigdy nie znalazł mogił żołnierskich. - A muszą gdzieś tam być - zapewnia Marek Nowacki. Prawo żołnierskie nakazywało wówczas, że ci, co ocaleli, musieli pochować poległych. Tak też się stało pod Kijami. Zwycięska armia pochowała trupy. Ale dziś problemem jest podmokły i piaszczysty teren, który utrudnia poszukiwania.

Maj 2004 r.

Brukowana droga prowadzi na rozległe pole między Pałckiem a Kijami. - W 1759 r. szli tędy rosyjscy żołnierze, omijając bagniska - opowiada M. Nowacki. - Innej drogi nie było, dookoła tylko woda i bagna. Razem z ekipą "GL&P. Łukasiewicz przeczesuje chaszcze wykrywaczem. Po kilkunastu minutach - sygnał. Ale to tylko kawałek drutu. Później co chwilę trafiamy na podobne śmieci. Po 40 minutach znów długi sygnał spod ziemi. W ruch idzie łopata. Tym razem kopać trzeba dużo głębiej. Wyciągamy dziwny, połyskliwy przedmiot. Przypomina fragment muszkietu lub część jakiegoś archaicznego urządzenia. - To na pewno nie pochodzi z naszych czasów - ocenia Nowacki. Potem wykopaliśmy jeszcze kilka kutych gwoździ i klinów. Żadnego śladu kości. Pobojowisko sprzed wieków zapadło się pod ziemię. Ale archeologowie są zgodni: wielkie odkrycia lubią ujawniać się przypadkiem. Może kości żołnierzy poległych pod Kijami odkryją kiedyś robotnicy np. przy okazji budowy drogi szybkiego ruchu S3 ze Szczecina do Sulechowa...

 

Michał Iwanowski
Piotr Jędzura

 



Dzień za Dniem
Wydanie 43 [156] z dnia 3 listopada 2004
Świebodzin. Świat pradawnych Łużyczan i Gotów
Historyczne cmentarzyska

 

Historyczne cmentarzysko

Od lipca do października Muzeum Regionalne w swoich murach gościło niecodzienną wystawę archeologiczną. Jest to efekt sześciu lat badań, miedzy innymi Piotra Wawrzyniaka, archeologa z Poznania. Dzięki współpracy udało się odsłonić bardzo interesujące cmentarzysko kultury wielbarskiej w Jordanowe, stanowiące większą część wystawy.

Mniejsza, to cmentarzysko dosyć popularnej kultury łużyckiej odkryte w Glińsku. Uroczystego zamknięcia tejże wystawy dokonano w piątek 22 października. Poprzedził je wykład P. Wawrzyniaka na temat istoty wykopaliska.

- Dla nas jest ono o tyle ważne, iż daje nam możliwość prowadzenia ciekawych badań archeologicznych a materiały uzyskane w ten sposób trafiają do świebodzińskiego muzeum - podkreślił dyrektor muzeum Marek Nowacki.

Badania kontynuowane są już szósty sezon z roczną przerwą. Cmentarzysko w Jordanowie jest jednym z większych dotyczących kultury wielbarskiej. Natrafiono na nie przy pracach ziemnych w tamtejszej żwirowni. W efekcie przekopano półtora hektara powierzchni, znaleziono 400 obiektów i 140 grobów interesującej kultury. Założono, że odkopane zostanie około 500 grobów, niestety, znaczna ich część uległa zniszczeniu przez niekontrolowaną eksploatację piasku przez jedną z miejscowych firm.

Kultura wielbarska

Nazwa wielbarska pochodzi od cmentarzyska, które zostało odkryte w miejscowości Wielbark, obecnie Malbork. Wszystkie groby ludności wielbarskiej wyposażone były w dary grobowe. Najczęściej na drogę w zaświaty dawano zmarłemu naczynia gliniane jak również pożywienie mięsne. Wkładano mu do grobu przedmioty należące do niego za życia. Były to prawie wyłącznie elementy stroju lub ozdoby. Podczas czteromiesięcznej wystawy w muzeum można było oglądać: bransolety, kolczyki, kolie, wisiorki i zapinki. Ponadto grzebienie kościane, metalowe okucia drewnianych szkatułek i brązowe ostrogi. - Wiele naczyń wydobyto w całości, jednak w kontakcie z ludzkimi dłońmi, ulegały kruszeniu - ubolewa Piotr Wawrzyniak.

Ślady Łużyczan w Glińsku

Trzy lata po odkryciach jordanowskich szczęśliwym trafem ekipa archeologów dowiedziała się o cmentarzysku w Glińsku. Pewna rodzina wykopała dziurę potrzebując piasek na budowę domu. Okazało się, że ukrytych było około 400 grobów. Rozpoczęto prace. Wykopalisko jest świadkiem zachowku po kulturze łużyckiej, z epoki brązu, mniej więcej z czasów Biskupina. Większość grobów zalegała na głębokości 30 - 40 cm. - Nie kojarzmy archeologii, z głębokościami przysługującymi głębokim kopalinom węgla brunatnego - żartuje Wawrzyniak.

Reprezentanci kultury łużyckiej w większości przypadków palili swoich zmarłych na stosie, pochówki szkieletowe były stosunkowo rzadkie. Palenie zwłok odbywało się najczęściej na terenie samego cmentarzyska. Szczątki umieszczano w glinianych naczyniach nazywanych popielnicami, inaczej urnami. Wraz z kośćmi składano przedmioty, które towarzyszyły zmarłemu na stosie, niekiedy były one nadpalone, bądź podtopione. Z reguły były to ozdoby, pożywienie mięsne przechowywane w glinianych naczyniach podobnie jak w kulturze wielbarskiej. Naczynia te z dumą prezentował główny archeolog. W gablotach umieszczono mniejsze znaleziska, takie ja biżuteria, czy też mniejsze naczynia.

Klamrą zamykającą bardzo ciekawą"podróż" przez wieki był apel Piotra Wawrzyniaka: - Proszę wszystkich, którzy natkną się na tego typu odkrycie, bądź jakiekolwiek wydające się znamiennym dla historii, aby zgłosili się z natychmiastową informacją do Muzeum Regionalnego.

 

Kama

 



Gazeta.pl
8 czerwca 2005
Archeologia "obwodnicowa"

Są na Ziemi lubuskiej okolice, które należą do najżyźniejszych archeologicznie miejsc w Polsce.

Zgrabne cacko z tej "kaczuszki", choć ma obtłuczony dziobek i nóżki.

- Pochodzi z osady łużyckiej - opowiada Tadeusz Łaszkiewicz, kustosz Działu Archeologicznego międzyrzeckiego muzeum. - Podobne figurki związane są z kultem, bo spotyka się je na cmentarzach, a prawie nigdy w osadach.

"Zaminowane" 3 km

Muzea nie mają pieniędzy na wykopaliska, ale mają szczęście: budowa dróg wymaga "wyprzedzających badań ratowniczych" na koszt inwestora. Jest okazja zbadać, co się w takich miejscach działo przed tysiącami lat.

- Obwodnica międzyrzecka przebiega między Międzyrzeczem i wsią Święty Wojciech - opowiada Tadeusz Łaszkiewicz. - Ma 6,5 km długości, z czego 3 km okazały się być "zaminowane" archeologicznie.

Badań dokonało konsorcjum, któremu przewodziła Alina Jaszewska z Żar. Przez kilka miesięcy na 15 stanowiskach, w ośmiu grupach badawczych pracowało 20 archeologów i studentów archeologii oraz 100 robotników.

Nie kopali głęboko: zwykle pół metra warstwy ornej i pół metra warstwy kulturowej. Punktowo nieco głębiej. (Wykopy w miastach sięgają ponad 10 m).

Odkryto wyłącznie stanowiska osadowe. W dolinie Obry i Paklicy strach skopać ogródek, bo można się potknąć o prehistorię. - Decydowało o tym bogactwo osadnicze - uważa kustosz Łaszkiewicz. - Gleby były dobre. Osady wznoszono na suchym lądzie, ale blisko wody.

Każda epoka miała dobre warunki: od schyłkowego paleolitu (10-12 tys. lat temu) przez osady pierwszych Słowian (6-7 w.n.e.) po czasy nowożytne.

"Kaczuszka" była sensacją obwodnicy. Archeolodzy z sąsiednich stanowisk przychodzili, żeby ją obejrzeć. A znaleziona została na dawnej krawędzi doliny Obry.

Można sobie wyobrazić rzeźbiarza lepiącego figurkę: siedzi na brzegu i popatruje na wodę, w której pluskają się kaczki... Po tysiącach lat, nieopodal "miejsca narodzin" trafia na nią łopata archeologa. - Można powiedzieć, że kaczuszka była u siebie- śmieje się Łaszkiewicz.

Dolina krzemieniowa

Na pewno "u siebie" był specjalnie przygotowany kawałek krzemienia. Łupano z niego wiórki, z których wyrabiane były narzędzia: noże, groty strzał itp. Został znaleziony na miejscu przyszłej obwodnicy Gorzowa.

- Każda rodzina miała warsztat obróbki krzemienia - wyjaśnia dr Tadeusz Szczurek, kierownik Działu Historii gorzowskiego muzeum. - Wszędzie tu występuje "krzemień bałtycki", przywleczony przez lodowiec skandynawski. To nie jest dobry surowiec. Wyrwany z pierwotnych złóż, zwietrzały. Krzemienne buły ("konkrecje") były nieduże. Robione z nich siekierki były mniejsze i brzydsze od opatowskich.

Badania objęły obszar o wymiarach 60 na 200 m po zachodniej stronie miasta. Znaleziska sięgały do 2,4 m głębokości. Pochodzą od czasów łowców reniferów do średniowiecza.

O rzut kamieniem znajduje się średniowieczne grodzisko, które pewnie podlegało pod gród w Santoku. - Najwięcej jest pozostałości wczesnośredniowiecznych - mówi dr Szczurek. - Dowodzą, że Brandenburczycy nie zbudowali Landsbergu (Gorzowa) na "gołym korzeniu". Poza tym w Gorzowie przy ul. Mostowej, w obrębie murów brandenburskich, znaleziono ceramikę słowiańską.

O bogactwie znalezisk zdecydowały te same czynniki, co w okolicy Międzyrzecza. - Teren został ukształtowany przez trzeci lodowiec - wyjaśnia Tadeusz Szczurek. - Miejsce było dogodne, na terenie niezalewowym, bo nieregulowana rzeka miała się gdzie rozlać. A skoro tak, to osadzie nie zagrażały powodzie.

Między stanowiskami od co najmniej 10 tys. lat płynie strumień. Rozlewiska obfitowały w ryby, ptactwo wodne i zwierzęta, które przychodziły do wodopoju. Łatwo było o pokarm.

Brzegi Noteci i Warty na odcinku od Drezdenka do Kostrzyna to jeden wielki ciąg osad. Łączyły je ścieżki, z czasem drogi. Nie mogły wychodzić za bardzo na północ (bo wzgórza) ani na południe (bo mokradła). Na powstających w pobliżu obwodnicach nie można było nic nie znaleźć.

- To jeden z najżyźniejszych obszarów archeologicznych w Polsce - uważa dr Szczurek.

Kopalnia urn

Do "żyznego" obszaru należy podgorzowska Witnica. Tu, na pasie przyszłej obwodnicy, archeolodzy trafili na łużyckie cmentarzysko. Znaleźli na nim kamienne kółka. Mają ok. 5 cm średnicy i mogły być częścią "wózka kultowego". - Jak archeolog nie wie, co to jest, to mówi, że jest to przedmiot kultowy - śmieje się Stanisław Sinkowski, kierownik Działu Archeologicznego gorzowskiego muzeum. - Czy to kółka od zabawki? Ich wykonanie wymagało zbyt wielkiej pracy.

Przedmiotem kultowym była miniatura popielnicy z otworem w dnie, umieszczona w popielnicy "właściwej". Gliniana grzechotka też. Ceramika wskazuje, że cmentarzysko było czynne przez kilkaset lat: od 1100-1000 do ok. 500 r. przed naszą erą. - Dlatego bardzo się zapaliłem do tego stanowiska - mówi Stanisław Sinkowski. - Cmentarzysko mogło być użytkowane przez kilka osad. Mogło być dla nich miejscem integrującym.

Spopielone zwłoki były chowane w glinianych naczyniach-popielnicach.

Archeolodzy wykopali ich około setki i wciąż znajdują następne. Większość jest kompletna. Szczególnie ciekawe urny pochodzą z okresu halsztackiego. Są w większość czarne, wypolerowane, gładzone i bogato zdobione. Wykazują cechy dobrego warsztatu. Wyposażeniem pochówku są przystawki ceramiczne, bardzo skromne. Trafiają się też nieliczne brązy, przetopione w czasie spopielania zwłok.

"Lubuska archeologia obwodnicowa" to księga otwarta. Na gorzowskiej obwodnicy prace wciąż trwają. W Witnicy bywa, że na jednym końcu pasa kopią archeolodzy, a na drugiej, przebadanej, koparki.

Z badań powierzchniowych wynika, że w pobliżu leżała osada, do której należało cmentarzysko. Niestety, zasięg "wyprzedzających badań ratowniczych" określa nie nauka, ale rozmiar inwestycji.

- To jest problem - przyznaje międzyrzecki archeolog Tadeusz Łaszkiewicz. - Pracowaliśmy na pasie drogowym szerokości 20 m. Czasami wiedzieliśmy, że większa część stanowiska jest obok, a musieliśmy kopać "zgrabki". Ale niedługo może tam wrócimy, bo przy obwodnicy został zaplanowany Międzyrzecki Park Przemysłowy. Trzeba uzbroić teren - i tu inwestorzy potkną się o archeologię. Miałem już telefon z biura, które przygotowuje wycenę działek.

- O co pytali?

- Ile kosztuje stanowisko archeologiczne. Nie mogłem podać ceny. Stanowiska są różne. W grę wchodzi ich wielokulturowość, złożoność badawcza, powierzchnia itp. Nie wiadomo, ile będą wymagały ekspertyz i "obróbki". Bo kopanie to nie wszystko. Trzeba jeszcze opracować materiały. Wyniki dotychczasowych badań opublikujemy w książce. Umówiliśmy się już, że "kaczuszka" pójdzie na okładkę.

Opuszczam międzyrzeckie muzeum przez most na Paklicy. Nieopodal pływa w wodzie stadko krzyżówek. Ej, czy to nie wasza prababka pozowała twórcy glinianej "kaczuszki"?

 

Władysław Wróblewski

 



Gazeta.pl
23-06-2005
Odkrycia archeologiczne pod Sulechowem

Grób z 3500 r. p.n.e., piece metalurgiczne, jama dziegciarska z wczesnego średniowiecza i tajemniczy krzyż - to cenne znaleziska spod Sulechowa. Możliwe, że kroi nam się sensacja archeologiczna.

Prace przy budowie obwodnicy Sulechowa trwają od początku roku. Przy okazji takich robót teren muszą sprawdzić archeologowie. Nadzór nad eksploracją stanowisk prowadzą Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich (oddział Lubuski), Muzeum Archeologiczne w Świdnicy oraz Pracownia Archeologiczno - Architektoniczna z Żar.

- Natrafiliśmy na obiekty datowane od mezolitu, przez wczesne średniowiecze, do nowożytności - mówi Piotr Wolanin, archeolog z Żar. Do najcenniejszych odkryć zalicza grób z przełomu późnego neolitu i wczesnego brązu (ok. 3500 r. p.n.e.), drewnianą studnię z okresu wpływu Cesarstwa Rzymskiego, dwa piece metalurgiczne, chłodnię i jamę dziegciarską z wczesnego średniowiecza. - Dziegieć był wtedy uniwersalnym produktem - tłumaczy archeolog. - To smolista substancja otrzymywana głównie z drewna brzozowego. Dziegieć używano z powodzeniem w medycynie jako lek, w sukiennictwie służył do konserwacji tkanin, w budownictwie do impregnacji drewna.

Najbardziej kontrowersyjnym znaleziskiem jest żelazny, kuty krzyż znaleziony w jamie z X wieku. - Musimy wstrzymać się z ocenami do momentu dokonania ostatecznej ekspertyzy - twierdzi Wolanin. - Jeśli okaże się, że krzyż pochodzi z początków chrześcijaństwa w Polsce, to byłaby sensacja archeologiczna na skalę krajową.

Odkrycia dokonano w miejscowości Kruszyna. - We wczesnym średniowieczu była tu niewielka osada bez obronnej palisady. Domów mogło być ok. 300. W każdym z nich wielodzietna rodzina wraz z dziadkami, czasem krowa jako "kaloryfer" w zimie - opowiada kierownik stanowiska Tomasz Borkowski. - Ich życie koncentrowało się raczej na zajęciach poza domem. Do pomieszczeń wracali na sen, bo nawet paleniska były na zewnątrz. Mieszkańcy nie byli bogaci, powiedziałbym wręcz - indianie. Żyli z upraw, hodowli i rzemiosła. Stopniowy zanik osady nastąpił w XII w. Może przenieśli się do Sulechowa ?

Prace potrwają do końca czerwca. Eksponaty trafią do Muzeum w Świdnicy, gdzie jesienią zostaną pokazane na specjalnej wystawie.

Jakub Łysakowski


Gazeta.pl
12-08-2005
Archeolodzy na placu zabaw

Przy ul. Kopernika spod warstw ziemi wyłaniają się fragmenty tajemniczych budowli. Odkopana arkada mogła wspierać stary most.

- Tu mamy prawdopodobnie pozostałości wozowni, tutaj studnię, a tu bardzo ładną arkadę - - niemal jedno na drugim. A pod spodem rozlewisko Złotej Łączy - wylicza Marlena Magda-Nawrocka, prowadząca badania.

Wykopaliska prowadzone są w związku z programem badawczym nad najstarszą historią miasta. Inicjatywa pochodzi od dyrekcji Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze.

Śladów przeszłości archeolodzy szukali już w okolicach ul. Lisowskiego, gdzie próbowali znaleźć relikty zamku oraz przy ul. Kupieckiej - tam szukano pozostałości po pierwszej zielonogórskiej osadzie. Teraz przyszedł czas na ul. Kopernika.

- Postawiłam sobie za cel zbadanie murów miejskich - mówi Magda-Nawrocka - Wątpliwa jest dla mnie teoria, że mury przy kościele św. Jadwigi były inne, niż wokół miasta. Przecież powstały w tym samym okresie - dodaje.

Miejskie fortyfikacje świadczyły o zamożności mieszkańców i opiece władcy. Stanowiły też spory wydatek, niektóre miasta czekały na nie całe dziesięciolecia. W Zielonej Górze powstały stosunkowo późno, bo w XV wieku, na miejscu poprzedniego wału. Dwa stulecia później, w związku z rozwojem artylerii, przestały pełnić swoją pierwotną funkcję. Na tzw. planie Bittnera z 1784 r. widoczny jest już jedynie zarys murów oraz bramy miejskie Zielonej Góry.

Widoczna z wykopu ceglana arkada wygląda jak łuk mostu. Bruk, którego kostki są idealnie do siebie dopasowane, ma ślady po przejeżdżających tamtędy wozach. Być może mury miejskie i kościelne były wspólne, miały jednak osobne wjazdy. Furta w obecnym budynku parafialnym istniała przecież jeszcze w latach 60-tych.

Archeolodzy dokopali się do ceramiki, co świadczy o dość wysokim statusie materialnym dawnych zielonogórzan. Znalazła się też ostroga. Wstępne wyniki badań poznamy już w przyszłym miesiącu.

Na dokładne analizy trzeba będzie poczekać nawet rok. Po zakończeniu prac archeologicznych wykop zostanie zasypany, grunt wyrównany. - Musimy pozostawić teren w stanie, w jakim go zastaliśmy - tłumaczy Magda-Nawrocka

Jakub Łysakowski


Gazeta Lubuska
23 Listopada 2005
Dziura z przeszłością

Zielonogórzanka Martyna Paczkowska chciała wczoraj wyjechać do pracy służbowym autem. Przeszkodził jej wykop z ludzkimi szczątkami na dnie.

- Jestem przedstawicielem handlowym - opowiada mieszkanka zielonogórskiej ul. Jedności. - Samochód to moje narzędzie pracy, a od poniedziałku nie mogę wyjechać służbowym autem z podwórka. Wyjazd przecina ogromna dziura. A w niej podobno jakieś szkielety.

Innej drogi wyjazdowej z podwórka przy ul. Jedności nie ma. M. Paczkowska i dwoje właścicieli innych aut skazani byli więc na czekanie, aż zakończą się prace archeologiczne. A te początkowo miały trwać do poniedziałku, ale teraz zapowiadają się na dłużej. - A ja nie mogę pracować bez auta - mówi zielonogórzanka. - Dlaczego nikt nie ostrzegł nas przed takim kłopotem?

Ewa Przechrzta, archeolog z muzeum w Świednicy, mówi, że odkryła szczątki czterech osób. To potwierdzenie źródeł pisanych, według których w miejscu tym był cmentarz od XVII wieku.

- Jest też mnóstwo ceramiki... - dodaje. - Nie wiemy, co będzie w głębszych warstwach. Badania były zaplanowane.

Kto więc zapomniał ostrzec mieszkańców, że na wyjeździe będzie wielka dziura?

Winowajca zgłosił się sam. Jak tylko zapytaliśmy urzędników miejskich o inwestora, zadzwonił do redakcji Juliusz Pawłowski. - Sąd okręgowy prowadzi tam prace związane z kanalizacją deszczową - mówił kierownik inwestycji sądu. - Wody opadowe zalewały pobliską kancelarię prawną, stąd ta inwestycja.

Jak zapewnia przed rozpoczęciem robót sprawdzono, czy wszyscy mają dojście do ulicy i czy na podwórku są garaże. - Nie było, a autami wjechano na podwórko już po rozpoczęciu prac - zapewnia. Już godzinę później J. Pawłowski ustalił nazwiska wszystkich właścicieli "zaaresztowanych&

Auta zaparkują na ulicy i będzie czas, by zbadać szczątki sprzed wieków.

(bat)


Gazeta.pl
23-11-2005
Zagadkowe ludzkie szczątki

Kilka szkieletów znaleźli zielonogórscy robotnicy przy ulicy Jedności i Placu Słowiańskiego

Na pierwsze szczątki robotnicy natrafili w poniedziałek podczas zakładania nowej studzienki kanalizacyjnej za budynkiem Sądu Okręgowego. Ziemia w wykopanej niszy odsłoniła kości miednicy i nóg. - Być może to grób zbiorowy, bo szczątki są wymieszane, nie leżą w żadnym porządku, ale wszystkie są zwrócone głowami na północ - mówi Ewa Przechrzta z Muzeum Archeologicznego w Świdnicy.

W środę archeolodzy natrafili na kolejne ślady. Na głębokości około dwóch i pół metra od ulicy, odkopali fragmenty dziecięcej czaszki. - Niestety, udało się dotrzeć tylko do części szkieletów. Reszta musi być gdzieś pod ulicą - opowiada Ewa Przechrzta i dodaje, że szczątki są zniszczone, a pogoda przeszkadza w pracach archeologicznych. Na razie trudno powiedzieć, z jakiego okresu pochodzą, ustalą to dopiero badania, także antropologiczne. Wszystkie kości są już w Muzeum Archeologicznym w Świdnicy. Tam zostaną umyte i opisane. Antropolog zajmie się ustaleniem daty znaleziska - mówi Przechrzta.

Marta Cal


komentarz[4] |

© 2001-2012 by Robert Ziach C&Co. A.G.™ ® 2012 by Schwiebus.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.

0.03 | powered by jPORTAL 2