[Schwiebus.pl - ¦wiebodzin na starych kartach pocztowych, stare pocztówki, widokówki, kartki pocztowe]
Google
szukaj:
Menu g³ówne
strona g³ówna
strona artyku³ów
strona newsów
forum
ksiêga go¶ci
katalog stron
family tree
schwiebus.2002
schwiebus.2004
Ostatnio dodane
Zamkniêty o³tarz
Sukiennik ¶wieb...
Portret miasta ...
Podró¿e Pekaesem ...
Spod przymkniêtych ...
Los Sióstr ze Schwiebus
Tajemnice ...
Boromeuszki cd.
Historia zmian..
Sala Gotycka
Wernhera ¶cie¿kami
Kreatywni inaczej ..
Od legendy do ..
¦wiebodziñska legenda
Inskrypcja z 1735
Jakub Schickfus
Obrazki z przesz³o¶ci
Publikacje..
¦wiebodziñskie lecznictwo
Szpital
Wokó³ Ratusza
Odkrycie krypty
Bibliografia
Plac w przebudowie
Najazd na Ratusz
Dekret mianowania
Nowa twarz rynku
Na bruk nie wjedziesz
Odnówmy kamienice
Konsultacje
Hubertus Gabriel
Robert Balcke
Ruch wokó³ ratusza
Czasowy zarz±d
Przesiedleñcy 1945
Izba pami±tek
Wiekowe znaleziska
Spór wokó³ ratusza
Co dalej ze starówk±?
Granit pod ratuszem
Kronika Schickfusa
Pocz±tki - podsumowanie
Pocz±tki o¶wiaty
Najazd Zb±skiego
Maciej Kolbe
¦wiebodziñska "Solidarno¶æ"
Szcz±tki ¶w. Jerzego
Pieni±dze na ratusz
Pocz±tki o¶wiaty
Granit w ¶ródm..
Sulechów retro
Nowy Rok
¯ycie religijne
Odpolitycznianie ...
Ulice do poprawki
Wie¿a Bismarcka
Ko¶ció³ pw. ¶w. M.A.
Ko¶ció³ pw. N.M.P. K.P.
Zamek ...
Eberhard Hilscher
Baron J.H. v. Knigge
Z ¿ycia mieszczan
¦wiadectwo urodzenia
Sukiennictwo w dziejach
¯ary inwestuj± w starówkê
Strajk w Lubogórze w 1981 r.
Pocz±tki edukacji szkolnej
Pierwsze, szkolne lata
Kresy
Koniec niemieckiego panowania
Dramatyczne wydarzenia
Historyczne pocz±tki
Ratusz siê sypie
Schwiebüssen Schwibus
Dialog a badania arche
Unikalne Cmentarzyska
100 lat temu - 1904 r.
100 lat temu - 1902 r.
Aktualizacje
Ogólniak
Cmentarz miejski
Dekomunizacja ulic
PKP chce likwidowaæ..
Przesiedleñcy 1945
100 lat temu - 1906 r.
Spu¶cizna po Hilscherze
Dworzec z horroru
Piszczyñski Zenon
M. v. Knobelsdorff
Archeologia okolic
J.K. Sobociñski
Katalog C&Co.™
A.D. 2012
zbiór w³asny
katalog ulic
ostatnio dodane

2012-04-15
C&Co.™ 1208
C&Co.™ 1207
C&Co.™ 1206
C&Co.™ 1205
C&Co.™ 1204
C&Co.™ 1203
C&Co.™ 1202
C&Co.™ 1201
2012-04-05
C&Co.™ 1200
C&Co.™ 1199
C&Co.™ 1198
C&Co.™ 1197
C&Co.™ 1196
C&Co.™ 1195
C&Co.™ 1194
C&Co.™ 1193
C&Co.™ 1192
C&Co.™ 1191
C&Co.™ 1190
2012-03-30
C&Co.™ 1189
C&Co.™ 1188
C&Co.™ 1187
C&Co.™ 1186
C&Co.™ 1185
C&Co.™ 1184
C&Co.™ 1183
C&Co.™ 1182
C&Co.™ 1181
C&Co.™ 1180
C&Co.™ 1179
C&Co.™ 1178
C&Co.™ 1177
C&Co.™ 1176
C&Co.™ 1175
C&Co.™ 1174
C&Co.™ 1173
C&Co.™ 1172
C&Co.™ 1171
C&Co.™ 1170
C&Co.™ 1169
C&Co.™ 1168
C&Co.™ 1167
2012-03-22
C&Co.™ 1166
C&Co.™ 1165
C&Co.™ 1164
C&Co.™ 1163
C&Co.™ 1162
C&Co.™ 1161
C&Co.™ 1160
C&Co.™ 1159
C&Co.™ 1158
C&Co.™ 1157
C&Co.™ 1156
C&Co.™ 1155
C&Co.™ 1154
C&Co.™ 1153
C&Co.™ 1152
C&Co.™ 1151
C&Co.™ 1150
2012-03-12
C&Co.™ 1149
C&Co.™ 1148
C&Co.™ 1147
C&Co.™ 1146
C&Co.™ 1145
C&Co.™ 1144
C&Co.™ 1143
C&Co.™ 1142
C&Co.™ 1141
C&Co.™ 1140
C&Co.™ 1139
C&Co.™ 1138
C&Co.™ 1137
C&Co.™ 1136
C&Co.™ 1135
C&Co.™ 1134
C&Co.™ 1133
C&Co.™ 1132
C&Co.™ 1131
C&Co.™ 1130
C&Co.™ 1129
C&Co.™ 1128
C&Co.™ 1127
C&Co.™ 1126
C&Co.™ 1125
2012-03-03
C&Co.™ 1124
C&Co.™ 1123
C&Co.™ 1122
C&Co.™ 1121
C&Co.™ 1120
C&Co.™ 1119
2012-02-27
C&Co.™ 1118
C&Co.™ 1117
C&Co.™ 1116
2012-02-26
C&Co.™ 1115
C&Co.™ 1114
C&Co.™ 1113
C&Co.™ 1112
C&Co.™ 1111
C&Co.™ 1110
2012-02-25
C&Co.™ 1109
C&Co.™ 1108
C&Co.™ 1107
C&Co.™ 1106
C&Co.™ 1105
C&Co.™ 1104
C&Co.™ 1103
C&Co.™ 1102
C&Co.™ 1101
C&Co.™ 1100
2012-02-19
C&Co.™ 1099
C&Co.™ 1098
C&Co.™ 1097
C&Co.™ 1096
C&Co.™ 1095
2012-02-17
C&Co.™ 1094
C&Co.™ 1093
C&Co.™ 1092
C&Co.™ 1091
C&Co.™ 1090
C&Co.™ 1089
C&Co.™ 1088
C&Co.™ 1087
C&Co.™ 1086
C&Co.™ 1085
2012-02-13
C&Co.™ 1084
C&Co.™ 1083
C&Co.™ 1082
2012-02-12
C&Co.™ 1081
C&Co.™ 1080
C&Co.™ 1079
C&Co.™ 1078
C&Co.™ 1077
C&Co.™ 1076
C&Co.™ 1075
C&Co.™ 1074
C&Co.™ 1073
C&Co.™ 1072
2012-02-11
C&Co.™ 1071
C&Co.™ 1070
C&Co.™ 1069
C&Co.™ 1068
C&Co.™ 1067
C&Co.™ 1066
C&Co.™ 1065
C&Co.™ 1064
C&Co.™ 1063
C&Co.™ 1062
C&Co.™ 1061
Katalog C&Co.™
A.D. 2007
2007-03-12
C&Co.™ 1057
C&Co.™ 1056
C&Co.™ 1055
C&Co.™ 1054
C&Co.™ 1053
C&Co.™ 1052
C&Co.™ 1051
2007-03-11
C&Co.™ 1050
C&Co.™ 1049
C&Co.™ 1048
C&Co.™ 1047
C&Co.™ 1046
C&Co.™ 1045
C&Co.™ 1044
C&Co.™ 1043
C&Co.™ 1042
C&Co.™ 1041
C&Co.™ 1040
C&Co.™ 1039
C&Co.™ 1038
C&Co.™ 1037
C&Co.™ 1036
C&Co.™ 1035
C&Co.™ 1034
C&Co.™ 1033
C&Co.™ 1032
C&Co.™ 1031
C&Co.™ 1030
C&Co.™ 1029
C&Co.™ 1028
C&Co.™ 1027
C&Co.™ 1026
C&Co.™ 1025
C&Co.™ 1024
C&Co.™ 1023
C&Co.™ 1022
C&Co.™ 1021
C&Co.™ 1020
C&Co.™ 1019
C&Co.™ 1021
C&Co.™ 1020
C&Co.™ 1019
C&Co.™ 1018
2007-03-08
C&Co.™ 1017
C&Co.™ 1016
C&Co.™ 1015
C&Co.™ 1014
C&Co.™ 1013
C&Co.™ 1012
C&Co.™ 1011
C&Co.™ 1010
C&Co.™ 1009
C&Co.™ 1008
C&Co.™ 1007
C&Co.™ 1006
C&Co.™ 1005
C&Co.™ 1004
C&Co.™ 1003
2007-03-06
C&Co.™ 1002
C&Co.™ 1001
C&Co.™ 1000
C&Co.™ 0999
C&Co.™ 0998
C&Co.™ 0997
C&Co.™ 0996
C&Co.™ 0995
C&Co.™ 0994
C&Co.™ 0993
C&Co.™ 0992
C&Co.™ 0991
C&Co.™ 0990
C&Co.™ 0989
C&Co.™ 0988
C&Co.™ 0987
C&Co.™ 0986
C&Co.™ 0985
C&Co.™ 0984
C&Co.™ 0983
C&Co.™ 0982
C&Co.™ 0981
C&Co.™ 0980
C&Co.™ 0979
C&Co.™ 0978
C&Co.™ 0977
C&Co.™ 0976
2007-03-02
C&Co.™ 0975
C&Co.™ 0974
C&Co.™ 0973
C&Co.™ 0972
C&Co.™ 0971
C&Co.™ 0970
C&Co.™ 0969
C&Co.™ 0968
C&Co.™ 0967
C&Co.™ 0966
C&Co.™ 0965
C&Co.™ 0964
C&Co.™ 0963
C&Co.™ 0962
C&Co.™ 0961
C&Co.™ 0960
C&Co.™ 0959
C&Co.™ 0958
C&Co.™ 0957
Inne
forum
kontakt
bannery
download
logowanie
rekomenduj nas
Menu u¿ytkownika
Nie masz jeszcze konta? Moesz sobie zaoy!
subskrypcja
informacje o zmianach na twój mail!
Artykuy > ¦wiebodzin od 1945 roku > Przesiedleñcy - ¦wiebodzin 1945 - 1949 r.

Przesiedleñcy - ¦wiebodzin 1945 r.

Okolice Najbli¿sze
Numery 05-09 (111-114) maj-wrzesieñ 2006 r.

Mieszkam w mie¶cie w którym ponad po³owa mieszkañców ma swoje korzenie na tzw. Kresach Wschodnich. Ludzie z mojego pokolenia, nie mówi±c ju¿ o m³odszych ode mnie, niewiele wiedz± na temat historii osadnictwa ich dziadków, krewnych czy s±siadów. Nie mamy jako mieszkañcy Ziemi Lubuskiej takiego poczucia to¿samo¶ci swego pochodzenia jak np. Wielkopolanie czy ¦l±zacy. Dlatego, póki jeszcze ¿yj± ¶wiadkowie tamtych wydarzeñ (a mam na my¶li przesiedleñców zza Buga) uwa¿am, ¿e trzeba wykorzystaæ ich pamiêæ, aby ich wspomnienia i prze¿ycia by³y istotnym elementem historii tej ziemi.

Winny jestem wyja¶nienia dlaczego w tytule artyku³u u¿y³em okre¶lenia „przesiedleñcy", a nie powszechnie stosowanej nazwy „repatrianci". W przepisach prawnych, dokumentach z 1944 r. i nastêpnych lat, u¿ywano terminologii okre¶laj±cej wielki eksodus ludno¶ci z terenów wschodniej Polski jako repatriacjê. Tamt± wêdrówkê w kontek¶cie istniej±cej sytuacji geopolitycznej tak mo¿na by³o nazwaæ. Dzisiejsze spojrzenie na zaistnia³± wówczas sytuacjê nakazuje u¿ywaæ okre¶lenia - przesiedlenie. Przesiedlaæ, to znaczy przenosiæ kogo¶ na inne miejsce sta³ego pobytu. St±d taki tytu³.

Motywy przesiedlenia.

Fakty historyczne mówi±, ¿e o ile polski rz±d emigracyjny nie uznawa³ w³±czenia ziem wschodniej Polski takich jak: Wileñszczyzna czy Wo³yñ do by³ego ZSRR, to PKWN ju¿ w swoim pierwszym akcie „Manife¶cie” z 22 lipca 1944 r. zapowiedzia³ oparcie polityki zagranicznej pañstwa polskiego na wspó³pracy z ZSRR oraz stwierdzi³, ¿e „(...) granica wschodnia powinna byæ lini± przyjaznego s±siedztwa, a nie przegrod± miêdzy nami a s±siadami.”

Przesiedlania Polaków z terenu ZSRR by³y zagadnieniem skomplikowanym i bardzo trudnym. Przyjêcie repatriantów z ZSRR zosta³o uzgodnione pomiêdzy PKWN i rz±dem Ukraiñskiej SRR i Bia³oruskiej SRR z dnia 9 wrze¶nia 1944 r. oraz Litewsk± SRR w dniu 22 wrze¶nia 1944 r. Uzgodnienia te przewidywa³y przeprowadzenie wymiany ludno¶ci polskiej zamieszka³ej na terenach tych republik i ludno¶ci ukraiñskiej, bia³oruskiej i litewskiej zamieszka³ej w Polsce.

Pañstwowy Urz±d Repatriacyjny.

Liczono siê z przybyciem kilku milionów Polaków i w zwi±zku z tym PKWN ju¿ 7 pa¼dziernika 1944 ( Dz.U.R.P. nr 7, poz.32) powo³a³ Pañstwowy Urz±d Repatriacyjny dla planowanej repatriacji ludno¶ci polskiej, ustalenia jej rozmieszczenia i zagospodarowania siê. Rola PUR-u zosta³a rozszerzona dekretem rady Ministrów z dnia 16 marca i 7 maja 1945 r. przez przekazanie opieki nad Polakami wysiedlonymi przez Niemców oraz przesiedleñcami ze starych ziem polskich, chc±cych osiedliæ siê na Ziemiach Odzyskanych. PUR podlega³ pocz±tkowo Ministerstwu Administracji Publicznej, a od 7 maja 1945 r. Ministerstwu Ziem Odzyskanych. Na czele sta³ Zarz±d Centralny, a podlega³y mu oddzia³y okrêgowe (od 7 lipca 1945 r. - oddzia³y wojewódzkie PUR) oraz oddzia³y obwodowe (od 7 lipca 1945 r. - inspektoraty powiatowe PUR). W pa¼dzierniku 1945 r. Inspektoraty Powiatowe PUR zosta³y przemianowane na Powiatowe Oddzia³y PUR.

Ziemia Lubuska w latach 1945-1949 podlega³a Oddzia³owi Okrêgowemu w Koszalinie, a nastêpnie Ekspozyturze Urzêdu Wojewódzkiego w Poznaniu z siedzib± w Gorzowie. Na czele inspektoratów powiatowych stali naczelnicy. Dla zapewnienia sprawno¶ci ruchu transportowego PUR posiada³ tzw. punkty etapowe na stacjach tranzytowych, g³ównie dla aprowizacji transportów, opieki i informacji oraz punkty docelowe dla roz³adunku transportu ze schroniskami i ¶rodkami transportu drogowego. Osadników do przeznaczonych miejsc osiedlenia rozwo¿ono furmankami i samochodami.

PUR w ¦wiebodzinie

Oddzia³y powiatowe PUR-u zaczêto tworzyæ na Ziemi Lubuskiej w maju 1945 r. Powsta³ wówczas oddzia³ w ¦wiebodzinie, chocia¿ pierwsi osadnicy zaczêli przybywaæ z terenów wschodnich (ZSRR) na Ziemiê Lubusk± ju¿ w kwietniu 1945 r. Pierwszy transport do ¦wiebodzina przyby³ 28 kwietnia 1945 r. i liczy³ 80 rodzin. Pocz±tkowo repatriacj± zajmowa³ siê Referat Rolny starostwa, a¿ do momentu utworzenia PUR-u. Do 1 czerwca 1945 r. osiedli³o siê w powiecie ¦wiebodzin 756 rodzin ch³opskich zza Buga. Wg zapisów w „Sprawozdaniu z dzia³alno¶ci oddzia³u w zakresie punktów etapowych do dnia 25 lipca 1945 r.” w Punkcie Etapowym w ¦wiebodzinie by³o: 1 schronisko na 200 osób, ¶rodki transportu to 1 wóz i 2 konie. Przez punkt przesz³o 6378 repatriantów i 177 przesiedleñców. Wydano 25695 obiadów, 4480 szt. chleba i udzielono pomocy lekarskiej dla 241 osób. Punkt nie posiada³ sienników, sprzêtu kuchennego, maszyn do pisania i innych jak wymienione (wóz i konie) ¶rodków transportu. W ¦wiebodzinie tylko w czerwcu dla repatriantów udzielono zaliczek pieniê¿nych na kwotê 65.100 z³. Punkt powsta³ 30 maja 1945 r. - wcze¶niej (25 maja 1945 r.) takie punkty powsta³y w Gorzowie i Repinie (Reppen) - dzisiaj Rzepin.

 


Wagon z transportu z przesiedleñcami ze Stanis³awowa - lipiec 1945 r.
Katowice-Ligota. ("Karta", nr 47/2005)

Przywracanie polsko¶ci.

Obok spraw osadnictwa nale¿a³o na Ziemi Lubuskiej dokonaæ polonizacji nazewnictwa. W celu przywrócenia historycznych nazw miejscowo¶ci, które przed wiekami zosta³y przez Niemców zgermanizowane, powo³ano przy Radzie Ministrów Komisjê Ustaleñ Nazw Miejscowo¶ci. Nazwy miejscowo¶ci by³y proponowane przez gminy. Wszystkie ustalane nazwy by³y og³aszane w Dzienniku Ustaw. Dla repolonizacji nazw topograficznych na Ziemi ¦wiebodziñskiej wiele zrobi³ Instytut Zachodni w Poznaniu. Pracownicy Uniwersytetu Poznañskiego przyczynili siê tak¿e do uzasadnienia historycznych praw Polski do tych ziem i do repolonizacji nazewnictwa.

Nazewnictwo polskie wprowadzono do po³owy 1946 r. i 21 wrze¶nia 1946 r. Wydzia³ Ziemi Lubuskiej przy Urzêdzie Wojewódzkim w Poznaniu otrzyma³ wykaz nazw miejscowo¶ci Ziemi Lubuskiej. Nieco pó¼niej wprowadzono pewne korekty w nazewnictwie topograficznym.

Transporty z przesiedleñcami jecha³y w nieznane, na zachód Polski. Zdarza³y siê przypadki, ¿e ludno¶æ bêd±ca w transporcie odmawia³a opuszczenia wagonów. Taki transport kierowano do innych miejscowo¶ci, odczepiano lokomotywê i pozostawiano na stacji. Ale by³y te¿ sytuacje, ¿e transport powraca³ - nie do punktu wyjazdu, ale do miejscowo¶ci w centrum Polski.

Pierwszy transport przesiedleñców w naszym mie¶cie zosta³ wpisany do „Ksi±¿ki meldunkowej repatriantów” Punktu Etapowego w ¦wiebodzinie pod dat± 28 kwietnia 1945 r. Przyby³o wówczas 80 rodzin z Wo³kowyska, Szumska, Stanis³awowa. Osiedlili siê oni w: Mostach, Wilkowie, Grodziszczu, Rokietnicy i £±kach.

Ka¿de opuszczenie domu rodzinnego, ¿egnanie siê z bliskimi i wyjazd w nieznane jest zawsze du¿ym prze¿yciem, zw³aszcza dla osób starszych, które tam na Kresach zostawia³y swoje dzieciñstwo, m³odo¶æ, dom czy gospodarstwo. Ca³e rodziny opuszcza³y bliskie im strony i wyje¿d¿a³y. Wyjazdy na Ziemie Zachodnie by³y drog± w nieznane. „Mieli¶my nakaz wyjazdu ze Stanis³awowa, mieli¶my wyjechaæ wszyscy. Zreszt± , kto zosta³by miêdzy Rosjanami czy Ukraiñcami", tak wspomina moment wyjazdu Stanis³aw Bober - autor unikalnych zdjêæ dokumentuj±cych drogê na Ziemie Zachodnie.

Dojazd kolej± do ¦wiebodzina odbywa³ siê g³ównym - jedynym torem przystosowanym do polskich wagonów od strony Zb±szynka. Nie¶mia³o przypominam, ¿e drugi tor (pomocny) by³ przystosowany tylko i wy³±cznie dla radzieckich poci±gów wojskowych (szeroki tor). Tym torem kierowano poci±gi przewo¿±ce broñ, wojsko, jeñców, trofea wojenne (maszyny, meble), ewakuowano tak¿e rannych.

Osadnictwo rozpoczê³o siê natychmiast po wyzwoleniu pogranicznych miejscowo¶ci. Nie by³o ono zorganizowane, odbywa³o siê samorzutnie. Ludno¶æ szuka³a lepszych warunków ¿ycia, lepszych warsztatów i gospodarstw. By³y wypadki porzucania uprzednio zajêtych gospodarstw i przenoszenia siê do innych wsi lub do miast. Du¿± rolê w zagospodarowaniu Ziem Odzyskanych (naszej Ziemi ¦wiebodziñskiej tak¿e) odegra³ Polski Zwi±zek Zachodni, który powsta³ w listopadzie 1944 r. z przedwojennego Zwi±zku Obrony Kresów Zachodnich i podj±³ akcje osadnicz± na szerok± skalê. PZZ kszta³ci³ kadry dla administracji, o¶wiaty, kultury. Oddzia³ Poznañski PZZ wyst±pi³ z inicjatyw± tzw. patronów powiatów i miast wielkopolskich nad poszczególnymi powiatami i miastami Ziemi Lubuskiej. Patronat narodzi³ siê w kwietniu 1945 r. w Gnie¼nie na bazie ¿ywio³owego osadnictwa mieszkañców Wielkopolski na naszych terenach. Nad Babimostem, ¦wiebodzinem, Sulechowem patronat objê³y miasta: Wolsztyn, Nowy Tomy¶l i czê¶ciowo Grodzisk. W naszym mie¶cie szereg wa¿nych funkcji (milicja, UB, starostwo) objêli mieszkañcy Wielkopolski.

Obok osadników zza Buga i Wielkopolski przybywa³a tu równie¿ ludno¶æ z centralnej Polski, szukaj±c lepszych warunków ¿ycia. Znaczna jej czê¶æ szuka³a tu okazji szybkiego dorobienia siê i nie pomaga³a w stabilizacji. W zwi±zku z tymi wypadkami Ministerstwo Ziem Odzyskanych 4 marca 1946 r. wyda³o okólnik zabraniaj±cy wêdrówek oraz ograniczy³o indywidualne przenoszenie siê z Polski Centralnej. Pozwolono przenosiæ siê w liczbie co najmniej 10 rodzin.

O tym, kto i kiedy przyjecha³ do ¦wiebodzina mo¿na dowiedzieæ siê ze „Spisu repatriantów przyby³ych do ¦wiebodzina za miesi±ce kwiecieñ i maj 1945 r.”. Ewidencja ta opisana jest: „RP Prezydium Rady Ministrów, Pañstwowy Urz±d Repatriacyjny, Punkt Etapowy w ¦wiebodzinie”. Spis ten podzielony jest na dwa dzia³y, druga czê¶æ obejmuje wpisy od lipca 1945 r. Wg tej ewidencji, zameldowano m.in.: Bartkiewicz Stanis³aw - rolnik (3 osoby), Zwoliñski Wac³aw - rolnik (4), Soko³owski Florian - rolnik (10), Wawrzyñczyk Jan - rolnik (6). Wszyscy wymienieni przybyli z Wo³kowyska 28 kwietnia 1945 r., a ju¿ 10 maja zostali wymeldowani do Gredzicza (Grodziszcze). W dalszej czê¶ci spis obejmuje nastêpuj±ce osoby: rodzina K³a¿ejewskich (4 osoby) przyby³a z Szumska 28 kwietnia, a 10 czerwca zosta³a przeniesiona do wsi Wilków (Wilkowo), Lach Ludwik - rolnik (9) przyjecha³ ze Stanis³awowa - zameldowany w Mostkach, Gaw³owski Kazimierz (5) przyjecha³ z Opalenicy - zameldowany w Koppen (Kupienino), Gordzelewska Paulina - (3) przyby³a z Szumska - zameldowana 20 maja 1945 r. w Wilkowie.

Poda³em jedynie wybrane przyk³ady, w spisie tym zawarta by³a informacja dotycz±ca m.in. z ilu osób sk³ada siê rodzina, rok urodzenia i zawód osoby meldowanej (przewa¿nie by³ to ojciec) pó¼niej wprowadzano wiêcej danych np. nr karty repatriacyjnej, adres poprzedniego zameldowania, daty urodzenia cz³onków rodziny i inne dane.

W cytowanym spisie od 6 czerwca 1945 r. wprowadzono zasadê , ¿e wpisywano wszystkich cz³onków rodziny. U¿ywano nazw zawodów takich, jakie przybyli wykonywali w poprzednim miejscu zamieszkania. Najpowszechniejszy zawód to rolnik, ale by³y tak¿e; m³ynarz, ¶lusarz, buchalter, biuralista, urzêdniczka, wo¼ny szko³y itp. Wpisywano tak¿e daty urodzenia.

 


"Spis repatriantów przyby³ych do ¦wiebodzina...".
Ewidencja przyby³ych z Trembowli w dniu 22 lipca 1945 r.

Bardzo ciekawie przedstawia siê ewidencja transportów. 28 kwietnia 1945 r. przyby³ transport z 80 rodzinami z Wo³kowyska, Stanis³awowa, Szumska, które osiedli³y siê w Grodziszczu, Witkowie, Senfeld (Rokietnica), Mostkach i £±kach. 8 maja 1945 r. do ¦wiebodzina dotar³ transport sk³adaj±cy siê z 246 rodzin pochodz±cych z Stanis³awowa, Szumska, Tomaszgód, £ucka, Horodyszcz. Ludzie ci osiedlili siê w Wilkowie, Kalsku, Radoszynie i £±kach. Kolejnego wpisu w ewidencji transportów dokonano 1 czerwca 1945 r.. Przyby³o wówczas 178 rodzin z Brze¿an, Czortkowa, Stanis³awowa, Tarnopola i Tlumacz. Przesiedleñcy zamieszkali w Milboku (O³obok), Rudgerzowicach, Lubrzy, Kijach i Nied¼wied¼u. Osiem dni pó¼niej kolejnych 165 rodzin przyby³o z Wilna, Zbara¿a i Kowel. Osiedlono ich w ¦wiebodzinie i Grodziszczu. 20 czerwca 1945 r. 259 rodzin przyjecha³o z Równego, Kowel, Wilna, Postawy, £ucka, Olechówka. Wszyscy otrzymali przydzia³y w ¦wiebodzinie. Najwiêkszy do tej pory transport przyby³ ostatniego dnia czerwca 1945 r. sk³ada³ siê on z a¿ 459 rodzin, które do tej pory mieszka³y w Ostrogu, Brze¿anach, Równem i £ucku. Od teraz ich nowym domem zosta³ ¦wiebodzin i Lubinicko. W kolejnych tygodniach przybywa³y kolejne poci±gi z Wilna, W³odzimierza Wo³yñskiego, Lidy, Grodna, Baranowicz, Trembowli.

Do 1 czerwca 1945 r. osiedli³o siê w powiecie 756 rodzin ch³opskich zza Buga.

Zaludnienie Ziemi Lubuskiej nastêpowa³o stosunkowo szybko. 31 sierpnia 1945 r. zarejestrowanych by³o w powiecie ¶wiebodziñskim 12 930 Polaków, a w koñcu grudnia 1945 r. ju¿ 15 444, w tym 9485 repatriantów (tzw. zza Buga) i 5959 przesiedleñców.

Nie ukrywam, ¿e przegl±daj±c Spis Punktu Etapowego w ¦wiebodzinie wyszukiwa³em swoich bliskich, znajomych i znanych mi osób. Z ewidencji wynika np. ¿e w miejscowo¶ci Merzdorf (Lubinicko) pierwsze rodziny zameldowa³y siê 2 lipca 1945 r, a byli to: Szczebiotkowscy (ojciec m³ynarz, rodzina 3 osobowa) i Pop³awscy (rodzina 4 osobowa). Nastêpne rodziny to: rodzina 4 osobowa Bronis³awa Algierskiego (16 lipca) i rodzina 4 osobowa Paw³a Algierskiego (17 lipca) a tak¿e Stanis³awa Krajewskiego, Kazimierza Ksiê¿aka (by³ krótko so³tysem, zosta³ zamordowany przez ¿o³nierzy radzieckich na „zlecenie” jednego z mieszkañców wsi), Józefa £akomego (by³y ¿o³nierz KOP-u) i innych.

Pod pozycj± nr 2182 znalaz³em, ¶p. Jana Baczañskiego, ur. w 1906 r., lekarza, przyby³ego do naszego miasta na podstawie karty repatriacyjnej nr 158-63, a zamieszka³ego wcze¶niej w Wilnie n.38. Jego 5 osobowa rodzina zosta³a wpisana do ewidencji w ¦wiebodzinie 7 lipca 1945 r. a ju¿ nastêpnego dnia wymeldowana na ul. Fabryczn± nr 3 w ¦wiebodzinie.

Du¿y transport mieszkañców Ostroga zosta³ wpisany w ewidencji pod dat± 30 czerwca 1945 r. a przyby³y wtedy rodziny Ostaszewskich, Martynowskich, Mogielnickich, Nowosielskich, Ostrowskich, Bu³ajewskich - wiêkszo¶æ osiedli³a siê w ¦wiebodzinie min. na ulicy Skrajnej.

Na koniec krótki fragment wspomnieñ pani Feliksy Fryni z Go¶cikowa, pow. ¦wiebodzin, (cytat z pamiêtników): „zamieszkujê w Go¶cikowie, poczta Jordanowo, Powiat ¦wiebodzin, woj. Zielona Góra, gdzie zagospodarowali gospodarstwo bez stodo³y i bez zapasów, bo by³y spalone od wojny. Rodzina sk³ada siê z 12 osób, drobnych dzieci i 2 stare babcie, i nie znale¼li ¿adnych zapasów poniemieckich jak niektórzy s±siedzi co przyjechali na Ziemie Odzyskane aby siê wzbogaciæ to nie przewie¼li swojego, a kombinowali i zdobywali poniemieckie i wywozili i siê bogacili, a kto nie mia³ swojego inwentarza to dawali konie, krowy a ¿e my przywie¼li swoje to nam nie przyznali..."

 

Chcia³bym oddaæ g³os tym, którzy byli bezpo¶rednimi uczestnikami powojennego exodusu w nieznane. Wspomnienia, choæ momentami niesk³adne i niegramatyczne maj± w moim przekonaniu znacznie wiêksz± warto¶æ, ni¿ te przetworzone przez drug± osobê. Opowiadane z sercem, z emocj± i ze wzruszeniem, s± doskona³± skarbnic± wiedzy o tym, jak naprawdê, tak z perspektywy cz³owieka a nie historii, wygl±da³y tamte czasy. Dlatego warto, a nawet trzeba ocaliæ je od zapomnienia. Oto co na ten temat mówi Pani Janina Kubicka, w 1945 r. mieszkanka Merzdorf, pó¼niej po polsku Marzêcin (ale krótko), Lubieniecko, aktualnie Lubinicko:

(...) Przyjechali do Ostroga[*] jacy¶ delegaci, czy byli oni z Lublina, czy nie wiem sk±d. A by³ u nas taki „horsowiet", takie co¶ jak urz±d miasta - i tam by³y zapisy na wyjazd do Polski. Je¿eli kto¶ nie chcia³ -to musia³ przyj±æ obywatelstwo rosyjskie. A jak ju¿ przyj±³, to Ruskie mogli zrobiæ z nim co chcieli. Wywie¼æ lub co¶ innego. Twój tata przychodzi³ do mojego i czêsto mówi³ - Stryjek, co my zrobimy? Czy jedziemy? Mój czêsto odpowiada³, co wszyscy to i my. My tutaj nie zostaniemy.

Jak by³y te zapisy to ksi±dz kapucyn o. Remigiusz Kranc w seminarium og³asza³, ¿e nasza Polska jest tutaj, nie mo¿na jej opu¶ciæ i wyjechaæ - nie wyje¿d¿ajcie! - nawo³ywa³. Ale go pó¼niej Rosjanie posadzili w wiêzieniu i wywie¼li na Ko³ymê. Wszyscy siê zapisywali.(...)

Jechali¶my na stacjê furmankami - bo stacja Ostróg by³a 12 km od miasta Ostróg w miejscowo¶ci O¿enin. Tam przyjechali¶my i teraz - plac, przy torach - nazywa³o siê to ramp±. Delegaci kazali siê tam roz³adowaæ. My¶my tam stali chyba ze 4 tygodnie. Nic nie mo¿na by³o zrobiæ. By³y ma³e dzieci, np. moi rodzice mieli krowê to mlekiem dzielili siê z wami - bo by³a ma³a Ela. Ludzie dzielili siê czym mogli i jak mogli.

No i pó¼niej - z rana chyba to by³o, bo pada³ deszcz, mieli¶my takie namioty zrobione z kocy - to wszystko by³o namoczone, kto¶ da³ znaæ, ¿e ju¿ wagony s±, by³y to towarowe wagony. By³o ich chyba oko³o 70 - po³owa tych wagonów to by³o dla ludzi, a druga polowa dla inwentarza. Nas w wagonie by³o chyba 5 rodzin. Byli¶my My (Algierski Bronis³aw), Wy (Algierski Pawe³), Szczawiñska, Kalinowscy i jeszcze kto¶, ale nie pamiêtam. W wagonie by³o t³oczno. Mój ojciec pracowa³ we m³ynie - to mieli¶my trochê m±ki w workach. Pamiêtam te worki w wagonie, spali¶my na nich - by³o jak na kamieniach.

By³o to co¶ okropnego. Bo my¶my jechali - nie przesadzaj±c oko³o 2 tygodni. By³ w wagonach inwentarz. Tam gdzie by³y krowy to pamiêtam by³o bardzo ciasno - jak dwie krowy siê po³o¿y³y to inne musia³y staæ - nie by³o miejsca. Zapasów karmy nie by³o du¿o. Nikt nie przypuszcza³, ¿e tak d³ugo bêdziemy jechaæ. A by³o tak. Jak poci±g stan±³, gdzie¶ siê zatrzyma³ np. w polu, to wszyscy szybko starali siê. Ka¿dy co móg³, to zbiera³, czy to trawê, czy jakie¶ inne. Ka¿dy dokarmia³ inwentarz. No i zaraz rozk³adali jakie¶ ceg³y, jaki¶ garnek i ju¿ próbowali gotowaæ. W wagonach nie by³o warunków na gotowanie.

By³a taka sytuacja zawsze, jak poci±g sta³ to ludzie siê rozchodzili. Wychodzili z wagonów - ustalone by³o, jak poci±g bêdzie rusza³ dalej to bêd± zawsze 3 gwizdki i po 10 min. poci±g bêdzie odje¿d¿a³.

Jechali¶my, stawali¶my na stacjach, stali¶my po dobie, po dwie. By³y przewa¿nie zajête tory, albo zabierali lokomotywê. Np. w Poznaniu poci±g sta³, nikt nie wiedzia³ kiedy, jak i gdzie pojedziemy - nie wiadomo nic. Czê¶æ poci±gu odczepiono, odczepiono sk³ad ze zwierzêtami (z inwentarzem) i podczepiono do innego. Nie by³o w tym czasie delegatów (opiekunów rz±dowych tego poci±gu). Byli gdzie¶ na dworcu - chyba „na piwie". Ludzie narobili ha³asu, pobiegli do zawiadowcy. By³ krzyk, bo w tamtych wagonach te¿ byli ludzie z naszego transportu. Po tym alarmie, gdzie¶ po kilku godzinach powróci³a ta czê¶æ transportu, a by³ ju¿ za Wolsztynem. Przyjechali¶my do Zb±szynka tam zatrzymali¶my siê na postój - wiem, ¿e do ¦wiebodzina przyjechali¶my, mo¿e to by³ 30 czerwca 1945 r. ok., 9-10 z rana. I tam od strony pola - by³a taka du¿a rampa. I tam kazali siê ju¿ wy³adowaæ - bo to koniec tej podró¿y. Na tej rampie - to te¿ mo¿e tydzieñ albo i wiêcej byli¶my. To zaczêli ludzie sami chodziæ po wsiach i domach, i szukaæ. Chodzili do Rusinowa, do innych wsi. Bo my nie byli¶my tutaj pierwsi - du¿o by³o ju¿ pozajmowane.

Zaczêli ludzie na w³asn± rêkê chodziæ i szukaæ, gdzie¶ jakiego¶ mieszkania. I mi siê wydaje, ¿e moja mama z Twoj± mam± posz³y do Lubieniecka szukaæ, bo to i blisko do miasta i do stacji. Nikt nie my¶la³, ¿e my tutaj zostaniemy. Ka¿dy my¶la³, ¿e to co¶ przej¶ciowe. No i tak jak przyszli do Lubieniecka, to ka¿dy dom by³ zajêty przez Rosjan. Oni w tych domach „buszowali". Oni wszystko co by³o mo¿liwe to ponie¶li. A moja mama wst±pi³a do domu na rogu - tam by³ oddzia³ ¿o³nierzy. Kapitan po rozmowie pozwoli³ zaj±æ jeden pokój. Pó¼niej jak zobaczy³, ¿e mamy krowê i czêstowali¶my go mlekiem to zorganizowa³, ¿e wojsko opu¶ci³o dom gdzie¶ po tygodniu.

Wszystko co by³o w domach, to trzeba by³o odwie¼æ do specjalnego punktu, zwo¿ono tam meble, maszyny, urz±dzenia. To by³ specjalny sk³ad w mie¶cie. Te towary by³y pó¼niej ³adowane na wagony i wywo¿one do Rosji. My wyjechali¶my w maju 1945 r., ale nie wiem w jakim dniu - by³o to ju¿ po zakoñczeniu wojny.

Jak tutaj przyjechali¶my, to bardzo du¿o Niemców wyje¿d¿a³o z tych terenów. Tymi polnymi drogami, to sz³y ca³e sznury. Niemcy na tych wózkach, ma³ych drewnianych wózkach, ci±gnêli swój dobytek. Sz³y cale kolumny, mieli na wózkach swój dobytek, resztê musieli pozostawiæ. W Lubieniecku po wojnie by³o kilka rodzin niemieckich: Krzywiccy, Szuba i by³ taki Willi, co by³ kierowc±.

Jak jechali¶my do Lubieniecka, to ko³o drogi by³ pozostawiany zepsuty sprzêt wojskowy. Pó¼niej go zabrali.

Ojciec mia³ jakiego¶ konia i znalaz³ siê jaki¶ wóz i pamiêtam, ¿e tym jechali¶my do Lubieniecka. Pan £akomy ju¿ mia³ mieszkanie. Obok £akomego, a na rogu mieszka³ Pan ¯arna. By³ on sam, bez rodziny - przyjecha³ z poznañskiego. Napisa³ na bramie tak± kartkê „zajête przez Polaka" - bo to tak pisali, aby nie rozgrabili. My nie musieli¶my za swoje gospodarstwo p³aciæ, a on musia³ je pó¼niej sp³acaæ.

Pan ¯arna nie zna³ jêzyka rosyjskiego i kiedy¶ by³a taka sytuacja, ¿e ¿o³nierz rosyjski zaproponowa³ mu kupna „sabaki". ¯arna my¶la³, ¿e to koñ. I umówi³ siê na kupno. Jak Rosjanin przyprowadzi³ tego psa - to on mówi - ja nie kupujê, to mia³ byæ koñ. ¯o³nierz rosyjski - ze z³o¶ci± i gro¼b± wykrzykiwa³ „ma³czy, bieri bo ubiju kak sobaku”. ¯arna z du¿ym strachem i trwog± o swoje ¿ycie psa kupi³...” Tak to wygl±da³ m.in. wymienny handel w pierwszych dniach pobytu w Marzêcinie.

[*] Ostróg w tym czasie by³ niedu¿ym miasteczkiem, le¿±cym w odleg³o¶ci kilkunastu kilometrów od kolei. Najbli¿sza stacja nazywa³a siê O¿enin. Dzi¶ nazywa siê Ostrih. Z O¿enina do Ostroga (ok. 12 km) podró¿owa³o siê bryczkami lub furmankami. Wo¼niców nazywano ba³agu³ami. Byli to przewa¿nie starzy ¯ydzi, prawdziwi poligloci, mówi±cy biegle w czterech jêzykach: po ¿ydowsku, polsku, rosyjsku, i ukraiñsku.

Jeszcze jedne wspomnienia mieszkanki tej samej wsi. Wspomnienia Pani Jadwigi Krajewskiej z domu Olszewska, w czasie wojny zamieszka³ej we wsi Zakoty, gmina Nowomalin, pow. Zdo³bunów, woj. wo³yñskie. Aktualnie mieszkanka Lubinicka.


Tak czêsto wygl±da³y pierwsze tygodnie po przyje¼dzie w nowe miejsce zamieszkania. Foto: Karta, nr 47, 2005,

(...) Pó¼niej by³a wie¶æ, ¿e albo przyjmujemy obywatelstwo rosyjskie i jeste¶my obywatelami Rosji, albo wyjedziemy, a mama bardzo chcia³a wyjechaæ. Mówiono, ¿e powsta³ taki rz±d i mo¿na wyjechaæ do Polski, a je¿eli do Polski to tata zawsze mówi³ w lubelskie, tam ko³o Che³ma s± dobre ziemie. I zapisali¶my siê na wyjazd do lubelskiego. Nie wyje¿d¿ali¶my poci±giem z Ostroga, bo stacja kolejowa by³a w O¿eninie.

Przed koñcem kwietna byli¶my ju¿ w Ostrogu. Zamieszkali¶my w jakim¶ domku ko³o ko¶cio³a. Domy po¿ydowskie sta³y puste, nie by³y to ju¿ w³a¶ciwie domy, by³y to ju¿ rudery. Ale 8 rodzin spa³o w tym ma³ym domku na pod³odze, pokotem po³o¿yli siê wszyscy.

By³o nas pe³no, ale pod dachem i czekali¶my na ten wyjazd. Wyjechali¶my, szli¶my piechot± do O¿enina i tam czekamy ju¿ 2 tygodnie na stacji na wyjazd.(...) Nareszcie przysz³y te wagony, bydlêce. Ale ja z dzieckiem to mia³am dach nad g³ow± jak czekali¶my na wagony. Pozostali lepili takie budy. Konie, krowy to pozabierali albo Niemcy albo partyzanci. Ma³o by³o zwierz±t, krów czy koni, ka¿dy jako¶ kombinowa³. Ludzie siedzieli i czekali, wszystko czeka³o na dworze, pod go³ym niebem. Jak wyje¿d¿ali¶my stamt±d to pamiêtam by³o po 9 maja 1945 r. bo jak byli¶my w Ostrogu to przerwali pracê i zaczêli mówiæ, ¿e to koniec wojny. I wtedy w ko¶cio³ach i w cerkwiach bi³y dzwony. Jecha³o nas w wagonie 5 rodzin.(...)

Przyjechali¶my do Zb±szynka to mówili, ¿e jest Piotra i Paw³a (29.06), pamiêtam to, bo u nas w Ostrogu zawsze w tym dniu by³ odpust, by³a parada 12 Pu³ku U³anów Wo³yñskich, ale my nie wiedzieli jaki jest dzieñ, jaka godzina, ale pamiêtam, ¿e tak mówili. Ani kalendarza, ani zegara, ani innych zapisków nie by³o. Jak siê zatrzyma³ poci±g w Zb±szynku i wysiedli¶my, to pamiêtam, ¿e na peronie by³a woda z kranów. To by³o du¿e wydarzenie - woda z kranu. Ze Zb±szynka przywie¼li nas do ¦wiebodzina i w ¦wiebodzinie powiedzieli „wygruzajties". No i my wyszli¶my z tego poci±gu na ³±kê co by³a ko³o torów. Zostali¶my tutaj, ka¿dy szuka³ kawa³ka blachy i ko³ków, aby skleciæ „domek".

Poszukiwania domu by³y trudne, bo wszystko by³o zajête. M±¿ z Rózi± szukali swoich krewnych, swoich ludzi, znajomych i gospodarstwa. W Merzdorf (Marzêcin) wolne by³o tylko tam gdzie pó¼niej byli Borówczki. £adne to by³o gospodarstwo, w domu by³y meble, lustra. Du¿a stodo³a, a ja mam (mówi³ m±¿) tylko jedna krowê i ba³ siê podatków. Tak by³o 2 tygodnie. My byli¶my ma³a rodzina - ja z mê¿em i jedno dziecko. To gospodarstwo nie mo¿e byæ du¿e, bo bêdzie asekuracja. Ale by³o du¿e. Bali¶my siê wzi±æ bo bêd± podatki.

Ju¿ przyje¿d¿a³y furmankami, niemieckimi wozami - niemieckie wozy mia³y du¿e ko³a, ko³a by³y ogromne, bo u nas tam na Wo³yniu, to ko³a w wozach by³y ma³e. Kto przywióz³ wóz z Wo³ynia, to mia³ mniejsze ko³a. By³o widaæ na jakich wozach przyje¿d¿aj±.

So³tysi przyje¿d¿ali i zabierali do swoich wsi. U nas krowa by³a przy sza³asie - to by³ tylko daszek. Mê¿a d³ugo nie by³o - a ja sama nie zdecydujê. A ojciec (Olszewski Miko³aj) przyszed³ i mówi, ¿e znalaz³ „...³adne mieszkanko, bomba zniszczy³a trochê stodo³ê, wpad³a do stodo³y, ale ja jestem m³ody, mam si³y, to nie szkodzi." Tyle czasu minê³o, a mê¿a nie by³o. Wszyscy ju¿ prawie wyjechali. Tutaj gdzie byli¶my w tym sza³asie to wody nie by³o, by³a woda tylko w rowie. Po wodê dla krowy, ¿eby j± napoiæ i dla dziecka (Ali) chodzi³am na stacjê.(...)

Przyszed³ ojciec i mówi „...chod¼, idziemy, mam mieszkanie." Z dzieckiem i krow± poszli¶my do Merzdorf (Marzecin). Gospodarstwo to by³o obok gorzelni – pó¼niej mieszkali tam Jakubowscy. Ojciec z ch³opakami szybko pog³êbili studnie i by³a woda. Nie by³o wody w domu, tak jak teraz. Mieli¶my ju¿ pokój, cz³owiek siê ju¿ umy³, a m±¿ dalej szuka³. By³ nawet w powiecie miêdzyrzeckim, ale milicja ich pogoni³a, bo to inny powiat. W pa³acu mieszkali Rosjanie -¿o³nierze, oni pilnowali krów, które przeganiano z Niemiec do Rosji. By³o tak, ¿e jeden ¿o³nierz sprzedawa³ rower a drugi pó¼niej przychodzi³ i zabiera³. Tak mieli¶my z zegarem, który mi sprzedali ¿o³nierze. Po kilku godzinach inni chodzili i mówili, ¿e kto¶ tutaj ma ³adny zegar i zabiera³. M±¿ nic nowego do zamieszkania nie znalaz³.

Poszed³ tata do so³tysa, a nazywa³ siê on Nied¼wiecki (by³ z poznañskiego) i mieszka³ tam gdzie dzisiaj mieszka pani Walentynowicz i prosi³ go „... mo¿e co¶ siê znajdzie..." a so³tys mówi³, ¿e nie ma nic, jest tylko dom ko³o ko¶cio³a, ale tam s± Ruskie (¿o³nierze i ¿o³nierki). Ruskie pilnowali byd³a. Za ko¶cio³em jest dom, zaro¶niêty winem, posz³am tam. Te Ruskie mówi± „nielzia", dziewczyny g³o¶no krzycza³y, ¿e zajête, mówi±, ¿e nie i koniec, nie wpu¶cimy.(...)

Po pewnym czasie ¿o³nierze siê wyprowadzili to my siê tam wprowadzili¶my. Zale¿a³o nam ¿eby mieæ dach nad g³ow±, ¿eby siê wyk±paæ, mieli¶my „swoje". Dom ten by³ obok ju¿ mieszkaj±cych Kwa¶niewskich. By³ zaniedbany, cuchnê³o. Jak na Niemców to bardzo zaniedbany, zawsze mówili, ¿e oni tacy porz±dni. Zaro¶niêty by³ winem, a okna wybite przez poprzednich lokatorów.

Wszystko by³o ju¿ zajête bo przyjechali wcze¶niej ze stanis³awowskiego: Piotrowski, Kwa¶niewski, Kujbida, Nikoliny, a my¶my byli z Wo³ynia: Algierscy, Stankiewicze, Denisiewicz, Kalinowski, Krakowiak. Krajewscy, Szczawiñska, Ksiê¿ak, Ruciñska. Z Wileñszczyzny we wsi byli: Niekraszewicze, Walentynowicze, Kozicze i Macutkiewicze.

W sierpniu (05.08.1945) do wsi przyjecha³ z rodzin± nauczyciel - nazywa³ siê Ziiss. On du¿o spisywa³ o tym co siê dzieje we wsi, ile i kto czego ma, jaka rodzina, sk±d, itp. (...)"

Wspomnienia Pana W³adys³awa Karwiñskiego zwi±zanego niegdy¶ z naszym terenem, a obecnie mieszkaj±cym w innej czê¶ci Polski. S± to odczucia m³odego wówczas cz³owieka, które dzisiaj po wielu latach s± ¿ywe tak jakby to wszystko o czym mówi, mia³o miejsce wczoraj.

„(...) W dniu l sierpnia 1945 r. po za³atwieniu przez ojca wszystkich formalno¶ci z wyjazdem w P.U.R., uciekaj±c przed NKWD i ewentualnym przesiedleniem na Syberiê postanowili¶my pierwszym transportem wyjechaæ na Ziemie Odzyskane. W po³udnie poci±g towarowy ruszy³ powoli, a my ¿egnali¶my, machaj±c bia³o-czerwonymi chor±giewkami, ludzi nas ¿egnaj±cych, p³acz±cych, a i nam ³za siê w oku krêci³a.

Nie wiedzieli¶my dok±d nas zawioz±. Mo¿e w stronê odwrotn± na wschód ?Ale nie. Poci±g jedzie w kierunku Grodna. Jednym torem. Drugi ma powy³amywane podk³ady, a szyny le¿± obok. Najbardziej przypominam sobie kilkugodzinny postój w Warszawie. Z s±siedniego wagonu rozleg³ siê krzyk i lamentowanie „kak ciebie cholera, pietucha mnie ukradli". Kury zosta³y bez koguta. No có¿, i bez koguta kury bêd± znosi³y jajka, t³umacz± s±siedzi. W Warszawie te¿ po raz pierwszy zobaczy³em tramwaj, w Wilnie by³y tylko autobusy - jeden wagon, pusty jad±cy ulic± bez domów, same gruzy i grupê jeñców niemieckich pracuj±cych przy odgruzowywaniu pilnowanych przez sowieckich ¿o³nierzy.

5 sierpnia ca³y nasz transport sk³adaj±cy siê z kilkudziesiêciu wagonów dotar³ po piêciu dniach do miejsca przeznaczenia. Odstawiono nas na boczny tor i kierownik obwie¶ci³ nam, ¿e to koniec naszej epopei, bo dotarli¶my do miejsca, gdzie mamy siê osiedliæ. By³ piêkny, s³oneczny dzieñ. Wyskoczy³em z wagonu, ¿eby zobaczyæ gdzie jeste¶my. Stacja kolejowa, napis Schwiebus - obok ¦wiebodzin, po polsku. Patrzymy na mapê. to miêdzy Poznaniem a Berlinem.

Po wy³adowaniu z wagonu naszego skromnego dobytku (najciê¿sza by³a paka z ksi±¿kami) ojciec poszed³ do miasta szukaj±c wydzia³u o¶wiaty, a ja zacz±³em szukaæ mieszkania, lub domu w którym mo¿na by zamieszkaæ. Obszed³em ca³e Osiedle £u¿yckie. Piêkne, ³adne domy i domki, wyposa¿one, umeblowane, ale wszêdzie na drzwiach by³ napis „zajête przez Polaka". Miasto nie by³o zniszczone przez dzia³ania wojenne. Na ulicach pe³no sowieckich ¿o³nierzy, kradn±cych co siê da³o, najchêtniej radia i rowery. Wróci³em na stacjê kolejow±, wróci³ te¿ ojciec z wiadomo¶ci±, ¿e ma obj±æ szkolê w Marzeñcu (Merzdorf). Potem nazwê zmieniono na Lubinicko. Po nas przyjecha³ parokonnym wozem so³tys Marzeñca (by³ m³ynarzem w wiatraku). Nazwiska nie pamiêtam.

Przyjechali¶my do budynku szkolnego, kompletnie zdewastowanego, bez mebli, bez wyposa¿enia. Okaza³o siê, ¿e w tym budynku by³ punkt opatrywania rannych. Pe³no nieczysto¶ci, s³omy. Jednym s³owem obraz nêdzy i rozpaczy. Obok szko³y by³ stary poniemiecki cmentarz, ca³y zaro¶niêty krzewami i drzewami, a za nim pa³ac niemieckiego by³ego w³a¶ciciela maj±tku. W pa³acu ¿o³nierze sowieccy, mieszkali, buszowali, niszczyli i co by³o mo¿liwe za bimber sprzedawali przybywaj±cym z Wielkopolski szabrownikom. Nie mieli¶my mebli. Trzeba by³o je „skombinowaæ”.

Nocami ma³ym poniemieckim wózkiem przewozi³em z domu dawnego administratora niemieckiego ca³e wyposa¿enie do naszego mieszkania przy szkole. Dlaczego nocami? Proste. W tym czasie sowieccy ¿o³nierze byli tak pijani, ¿e nie pilnowali zagarniêtego dobytku. Ju¿ w sierpniu ojciec wraz z so³tysem robili spis dzieci, które mia³y rozpocz±æ naukê od 1 wrze¶nia 1945 r. Nauczycielowi przydzielono te¿ dzia³kê - dwa hektary ziemi (obecnie naprzeciwko cmentarza) i 100 arów ³±ki, zapewniaj±c konia i sprzêt do uprawiania. Maj±c wtedy 16 lat uda³o mi siê zagospodarowaæ te hektary, gdy¿ mieszkaj±c przez ca³y okres wojenny na wsi nauczy³em siê ziemiê uprawiaæ. Uratowa³o to nas przed g³odowaniem, bo u piekarza - nazywa³ siê ¦winka - za kilo m±ki mo¿na by³o otrzymaæ kilogram chleba. Kozê mieli¶my za pó³ litra bimbru od sowieckiego ¿o³nierza, wiêc nabia³ by³. By³y te¿ kury, kaczki i króliki hodowane przez matkê. Bardzo pomocnym przy pracach polnych i ¿niwnych by³ nasz s±siad Pan Wojciechowski.


Przed pa³acem w Lubinicku. 1949 r.

W Lubinicku powsta³a szko³a tzw. „czteroklasówka". Uczniowie zró¿nicowani, przewa¿nie analfabeci. Trzeba by³o zaczynaæ wszystko od klasy pierwszej, ¿eby po roku szkolnym mog³y ju¿ uczêszczaæ do trzeciej (wiek), czy te¿ czwartej klasy. Brak ksi±¿ek, zeszytów, nawet brak kredy do pisania na tablicy, bardzo utrudnia³y naukê i nauczanie. Po roku pracy w „czteroklasówce" ojciec zosta³ zatrudniony w liceum w ¦wiebodzinie, a naukê w szkole przejê³a moja matka Wiktoria maj±ca wykszta³cenie pedagogiczne.

W 1949 roku wróci³ z Niemiec uprzednio wywieziony na przymusowe roboty mój brat Zdzis³aw, który po ukoñczeniu kursu pedagogicznego w Sulechowie zacz±³ uczyæ dzieci lubinieckie.

Rodzice przenie¶li siê do ¦wiebodzina. Je¿eli chodzi o mnie, to prowadz±c „gospodarstwo" w Lubinicku rozpocz±³em naukê w gimnazjum w ¦wiebodzinie. Zda³em do trzeciej klasy gimnazjum. Dyrektorem i za³o¿ycielem by³ prof. Witold ¯arnowski. Wychowawczyni± naszej klasy, a¿ do matury, by³a pani prof. Maria Malinowska, fizyki i matematyki uczy³ nas Maciej To³¶ciuk (obecnie Turyñski). Lekcje odbywa³y siê w godzinach popo³udniowych. W nocy wracali¶my ze szko³y do Lubinicka. By³a obawa, ¿e mo¿emy byæ pobici przez ¿o³nierzy sowieckich, zw³aszcza wieczorami, gdy pijani chodzili po ulicach ¦wiebodzina, dlatego do domu wracali¶my ca³± grup±.

Poziom wiedzy uczniów by³ bardzo zró¿nicowany, klasy by³y przepe³nione (40-60 uczniów w jednej klasie), brak pomocy naukowych, ksi±¿ek itp. Brak opa³u zmusza³ nas do zbierania drewna, co trzeci dzieñ w zimie szko³a by³a ogrzewana.

A jednak ch³onêli¶my wiedzê, podziwiali¶my nasze cia³o pedagogiczne za cierpliwo¶æ i wyrozumia³o¶æ, ¿e niektórzy uczniowie nie mówili dobrze po polsku, byli ci±gle poprawiani, a wspó³uczniowie pomagali im w wys³awianiu siê w naszym ojczystym jêzyku. Mnie by³o o tyle ³atwiej, ¿e oboje rodzice byli nauczycielami, a w okresie wojny uczy³em siê na tajnych kompletach nauczania, które prowadzi³ mój ojciec.

W miêdzyczasie wst±pi³em do dru¿yny harcerskiej przy naszym gimnazjum (przed wojn± by³em zuchem z trzema gwiazdkami). Po zdaniu egzaminów m³odzika, wywiadowcy i æwika, zosta³em skierowany przez Hufiec Miêdzyrzecki na kurs dru¿ynowych zuchów do Karpacza w czasie ferii od 22 grudnia 1946 r. do 2 stycznia 1947 r., a po zdaniu egzaminów mianowano mnie namiestnikiem do spraw zuchów w Hufcu Miêdzyrzeckim. W Lubinicku powsta³a pierwsza i jedyna dru¿yna zuchów. Sk³ada³a siê z kilkunastu bardzo ambitnych i dobrze ucz±cych siê ch³opców szko³y lubinickiej. Prowadzi³em z nimi zajêcia przygotowuj±ce ich do harcerstwa.

Latem 1948 r. Chor±giew Wielkopolska zorganizowa³a obóz w Dziwnowie (01-30.08.1948 r.) - Dojazd do Dziwnowa wagonami towarowymi by³ wielkim prze¿yciem dla moich ch³opaków. Grupa moich zuchów by³a ozdob± kilkutysiêcznej rzeszy harcerek i harcerzy obozuj±cych w Dziwnowie. By³a to jedyna dru¿yna zuchów i to z Lubinicka! Moim zastêpc± w tym czasie by³ harcerz Ludwik Zalewski, mój kolega z klasy, w dalszym ci±gu mieszkaj±cy w ¦wiebodzinie. Na pewno wspomnienia o tym obozie s± w pamiêci wszystkich uczestników. Pierwszy raz zobaczyli morze czy woda naprawdê s³ona? Poznali inny ¶wiat. Nauczyli siê dyscypliny, wydoro¶leli. Czy im siê podoba³ ich wódz? A mo¿e narzekali; ¿e za du¿o wymaga, ¿e pobudka, ¿e apel, ¿e trzeba o oznaczonej godzinie byæ na miejscu? Nie wiem. Mo¿e odpowiedz±?


Zuchy na obozie w Dziwnowie. 1948 r.

W 1949 r. po zdaniu matury dosta³em siê na studia medyczne w Poznaniu. Po¿egna³em Lubinicko. Zostawi³em swoich zuchów. Co siê z nimi dalej dzia³o niech sami opisz±.

Obecnie bêd±c na emeryturze (przepracowa³em jako lekarz 48 lat) z sentymentem wspominam te, dla mnie inne czasy. No có¿, cz³owiek wtedy by³ m³ody, pe³en pomys³ów na przysz³o¶æ pomimo, ¿e UB szala³o w naszym powiecie, przes³uchuj±c i torturuj±c inaczej my¶l±cych w swoim budynku przy ul. Ma³ej."

 

Wysiedlenie ludno¶ci niemieckiej z terenu Ziemi ¦wiebodziñskiej

Dot±d ukazywa³em drogê, prze¿ycia, problemy i zaistnia³e sytuacje naszych dziadków, rodziców i najbli¿szych w ich exodusie na Ziemiê ¦wiebodziñsk±. Wspomnienia te bêdê kontynuowa³. Ale równie¿ chcia³bym ukazaæ - choæby w ma³ym fragmencie - moment (formalny – wg dokumentacji urzêdów) wysiedlania ludno¶ci niemieckiej z tych terenów.

Ofensywa styczniowa 'wojsk radzieckich na Wi¶le spowodowa³a panikê i gwa³town± ewakuacjê urzêdów niemieckich. W pocz±tkowym okresie poci±gami i wozami ucieka³a bogatsza ludno¶æ. Paniczna ucieczka z terenów pow. ¶wiebodziñskiego nasila³a siê, kiedy czo³gi radzieckie zbli¿a³y siê do poszczególnych miejscowo¶ci.

Na Ziemi ¦wiebodziñskiej panika zaczê³a siê ju¿ 16-19 stycznia. Wyjecha³a wówczas czê¶æ inteligencji i bogatszych mieszkañców miast i wsi. Masowa ucieczka zaczê³a siê dopiero po 29 stycznia 1945 r. Wojska radzieckie po wkroczeniu zasta³y wyludniony ¦wiebodzin, w którym pozosta³o kilkuset bezradnych Niemców, opustosza³e wsie, a na polach i w lasach wyg³odnia³y i przemarzniêty inwentarz. Pozosta³a jedynie ludno¶æ autochtoniczna, robotnicy przymusowi i czê¶æ biednej ludno¶ci niemieckiej nie posiadaj±cej warunków do ucieczki. Wiêcej ludno¶ci niemieckiej zosta³o we wsiach. W powiecie ¶wiebodziñskim wg szacunkowych obliczeñ zosta³o 25-30 % ludno¶ci stanu przedwojennego.

Rz±d polski, kieruj±c siê polsk± racj± stanu, ju¿ w czerwcu 1945 r. podj±³ decyzjê o przesiedleniu za Odrê czê¶ci ludno¶ci niemieckiej wobec konieczno¶ci przyjêcia przesiedleñców z terenów ZSRR. 26 czerwca 1945 r, generalny pe³nomocnik dla Ziem Odzyskanych og³osi³ zasady wysiedlania ludno¶ci niemieckiej. Podlega³a jej ca³a ludno¶æ niemiecka z okresowym zatrzymaniem niezbêdnych fachowców.

Niemcy mogli zabraæ tyle baga¿u, ile mogli zabraæ na wózki. Przewa¿nie by³y to wózki czteroko³owe, drewniane, miniatura drewnianego wozu konnego. Byli zawiadamiani 24 godziny przed wysiedleniem. Dla starców i dzieci dostarczano furmanki lub samochody. Przesiedlenia ludno¶ci niemieckiej w pocz±tkowym okresie dokonywa³o wojsko, a konkretnie 5 Dywizja Piechoty. Od czerwca do po³owy lipca z Ziemi Lubuskiej wywieziono 141 528 osób.

Drugi etap przesiedlenia ludno¶ci rozpocz±³ siê po umowie poczdamskiej. W umowie tej dwa rozdzia³y dotyczy³y Polski: rozdzia³ IX ustala³ polsk± granicê zachodni± na Odrze i Nysie £u¿yckiej, a rozdzia³ XIII nak³ada³ na Polskê obowi±zek przesiedlenia ludno¶ci niemieckiej z ziem przyznanych Polsce do Niemiec pod nadzorem Sojuszniczej Rady Kontroli.

Pocz±tkowo przesiedlano Niemców jedynie do radzieckiej strefy okupacyjnej na podstawie umowy PRL z ZSRR z dnia 20 listopada 1945 r. Do strefy angielskiej zaczêto przesiedlaæ po porozumieniu z rz±dem brytyjskim z dnia 14 lutego 1946 r. W województwie (wtedy poznañskim) akcj± wysiedleñcz± kierowa³ wydzia³ spo³eczno-polityczny. 19 sierpnia 1946 r. wojewoda poznañski powo³a³ Konrada Unruha na funkcjê komisarza ds. repatriacji ludno¶ci niemieckiej z Ziemi Lubuskiej, który organizowa³, kierowa³ i nadzorowa³ akcjê wysiedleñcz±. W ka¿dej gminie powo³ano 7-10 osobowe komisje, których zadaniem by³o sporz±dzenie list i ustalenie kolejno¶ci wysiedlanych. Zdarza³y siê przypadki, ¿e „przedsiêbiorczy" osadnicy zatrudniaj±cy ludno¶æ niemieck± starali siej± ukryæ, a tym samym nie dopu¶ciæ do ich rejestracji, czym utrudniali akcjê przesiedleñcz±.

Samo wykonanie przesiedlenia powierzono Pañstwowemu Urzêdowi Repatriacyjnemu. Nale¿a³o do niego utworzenie punktów zbiorczych, zabezpieczenie w ¿ywno¶æ, opiekê medyczn±, obs³ugê itp. Punkt zbiorczy na prze³omie lat 1945-1946 zlokalizowano w Kostrzynie n/O, a nastêpnie w Zielonej Górze dla kilku powiatów, w tym dla pow. ¶wiebodziñskiego i babimojskiego. W Zielonej Górze punkt zbiorczy znajdowa³ siê przy ul. Fabrycznej 11 i móg³ pomie¶ciæ 2500 osób. W punkcie dzia³a³y komisje: weryfikacyjna i kontroli baga¿u. Wywo¿±cym zabraniano wywo¿enia waluty obcej i polskiej, papierów warto¶ciowych, dzie³ sztuki. Komisja weryfikacyjna mia³a za zadanie nie dopu¶ciæ do emigracji autochtonicznej ludno¶ci polskiej. 5 grudnia 1945 r. wstrzymano wysiedlanie do czasu przeprowadzenia weryfikacji i wznowiono wysiedlanie dopiero w drugiej po³owie 1946 r.

Wed³ug spisu ludno¶ci z 14 lutego 1946 r. na Ziemi Lubuskiej znajdowa³o siê zaledwie 17 478 osób narodowo¶ci niemieckiej. W pow. ¶wiebodziñskim by³o 1629 Niemców. Wysiedlenia kontynuowano do 1948 r. - wtedy to wywieziono ostatnich Niemców.

Wysiedlanie odbywa³o siê sprawnie i w miarê humanitarnie. Wahad³owe poci±gi transportowe sk³ada³y siê z 55 wagonów towarowych, krytych, kolejno ponumerowanych. Wagony l i 55 przeznaczone by³y dla personelu polskiego i s³u¿by kolejowej, w wagonie 54 zgromadzona by³a ¿ywno¶æ na 3 dni, wagony 25 i 26 wyposa¿one by³y w ³ó¿ka, po¶ciel, apteczki. Od jesieni wagony by³y zaopatrzone w piecyki ¿elazne i opa³. W poci±gu takim mo¿na by³o umie¶ciæ 1800 osób. Wed³ug instrukcji Ministerstwa Ziem Odzyskanych z 15 stycznia 1946 r, wyje¿d¿aj±cy mia³ prawo wywie¼æ 1000 marek niemieckich, ¿ywno¶æ na 4 dni, sprzêt kuchenny, odzie¿, bieliznê, po¶ciel i przedmioty u¿ytku osobistego. Konwój sk³ada³ siê z oficera i 8 ¿o³nierzy KB W. Konwoje delegowano ka¿dorazowo z Poznania. Dla chorych organizowano poci±gi sanitarne, z³o¿one z wagonów osobowych z zainstalowanymi ³ó¿kami. By³a te¿ tam kuchnia dla przygotowania posi³ków. Transporty kierowano do Tuplic i Wêgliñca, sk±d wywo¿ono Niemców do strefy radzieckiej oraz tylko z Wêgliñca do strefy brytyjskiej.

Wyje¿d¿aj±cy Niemcy pozostawiali z ¿alem swoje gospodarstwa dla przybywaj±cych tutaj przesiedleñców. By³ to moment zderzania siê kultur, obyczajów a tak¿e techniki. ¦wiebodzin mia³ ju¿ elektrowniê, telefony, wodoci±gi, kanalizacjê itp. U Niemców wyjazd ten wzbudza³ ¿al, ¿e opuszczaæ trzeba ziemiê gdzie spêdzili dzieciñstwo, gdzie musz± pozostawiæ groby najbli¿szych. Dla osadników by³a to „nowa ziemia", która wg d³ugo powtarzanej opinii by³a miejscem tymczasowego pobytu, sk±d wcze¶niej czy pó¼niej, wróc± na miejsce sk±d przybyli.

Historia pokaza³a jednak, ¿e domniemana tymczasowo¶æ przeci±ga³a siê z roku na rok, by w koñcu staæ siê miejscem sta³ego pobytu.

Wykorzystano materia³y: Archiwum Pañstwowego i Instytutu Zachodniego w Poznaniu, Muzeum Regionalnego w ¦wiebodzinie,
Opracowanie UAM pod redakcj± Zygmunta Borasa.

Miros³aw Algierski.


komentarz[5] |

© 2001-2012 by Robert Ziach C&Co. A.G.™ ® 2012 by Schwiebus.pl
Wszelkie prawa zastrzeone.

0.031 | powered by jPORTAL 2