[Schwiebus.pl - Świebodzin na starych kartach pocztowych, stare pocztówki, widokówki, kartki pocztowe]
Google
szukaj:
Home > DΞPΞCHΞ MODΞ TOURING THΞ ANGΞL  

2006-06-11 22:53
Temat postu: New Sezon
ciachu


forum admin
postów: 823

09.06.2006 - Warszawa
Data: 09.06.2006
Miasto: Warszawa
Miejsce: Stadion Legii

Widzów:
28000

Supporty:
DJ Hirek + DJ Mario
Pati Yang
Timo Mass

Setlista:
Intro
A Pain That I'm Used To
A Question Of Time
Suffer Well
Precious
Walking In My Shoes
Stripped
Home
It Doesn't Matter Two
In Your Room
Nothing's Impossible
John The Revelator
I Feel You
Behind The Wheel
World In My Eyes
Personal Jesus
Enjoy The Silence
Bis:
Leave In Silence
Photographic
Never Let Me Down Again

Depeche Mode zagrali na stadionie Legii

ZOBACZ TAKŻE

Łukasz Kamiński 09-06-2006

Dla niemal całej Polski piątek był dniem piłki nożnej. Ale kilkanaście tysięcy osób wybrało warszawski stadion Legii, na którym zagrali Depeche Mode

Już na osiem godzin przed koncertem na Łazienkowskiej czekało kilkuset fanów grupy. Wśród nich Anita i Krzysiek Matuszakowie w koszulkach szczecińskich fanów. - Przylecieliśmy rano samolotem. A bilety na koncert kupiliśmy już w grudniu, z przezorności - powiedziała Anita. - Fanów ze Szczecina będzie jeszcze więcej, przyjadą co najmniej dwa autokary.

To będzie ich trzeci koncert Depeszów. Wcześniej byli w 1998 r. w Pradze i w 2001 r. w Berlinie - W Polsce jeszcze nigdy. Może to niepatriotyczne, ale bliżej mamy do Berlina niż do Warszawy, a już na pewno Katowic - śmieje się Krzysztof.

Kiedy odjeżdżamy spod Legii, pojawia się kilkuosobowa grupa czeskich fanów DM, wśród nich jest nawet szalikowiec, tyle że zamiast barw klubowych ma napisane Dave Gahan. Tuż po koncercie w Warszawie, Czesi mkną na koncert DM w Bratysławie, a zaraz po nim na występ w Budapeszcie.

Jednak nie wszyscy fani czekali na koncert na Łazienkowskiej. Niektórzy od rana przygotowywali się do koncertu przy muzyce Depeche Mode w Hybrydach. Imprezę zorganizował Kanariss, wieloletni fan grupy. - Pamiętam, jak na przełomie lat 80. i 90. Marek Sierocki prowadził w Hybrydach dyskoteki. Przez całą noc puszczał tylko sześć piosenek Depeche Mode. Potrafiliśmy stać godzinami i cierpliwie czekać. Sami robiliśmy sobie koszulki. Teraz jest zupełnie inaczej - wspomina z sentymentem Kanariss.

Jego żona Kinga też oczywiście jest fanką DM. - Jesteśmy takim depeszowym małżeństwem.

Wielkie multimedialne widowisko rozpoczęło się o godz. 21.20. Podczas otwierającego koncert utworu "A pain that I'm used to " oświetlona była tylko scena. Podczas drugiego - "A question of time" rozbłysły gigantyczne telebimy. Na wczorajszym koncercie na stadionie Legii stawiło się kilkanaście tysięcy wiernych fanów, nie dbających ani marną pogodę ani poza wyjątkami (niektóry mieli ze sobą małe telewizorki) o poczynania naszej reprezentacji. Depeche Mode wystąpili w ramach trasy "Touring the angel" obejmującej 31 krajów, gdzie na koncertach ma się pojawić w sumie dwa i pół miliona ludzi. Niektóre z nich są nagrywane. Zostaną z nich wydane płyty z limitowanej edycji. Być może zespół nagrywał też wczorajszy koncert? Oby!


Depeche Mode: magiczna Legia
2006-06-10

O tym, że warszawki koncert Depeche Mode będzie wydarzeniem roku mówiło się od dawna. Brytyjczycy wystąpili u nas po raz drugi w ciągu zaledwie paru miesięcy, co w tej części Europy i przy gwiazdach tego formatu zdarza się, powiedzmy sobie szczerze... nigdy.

Dave Gahan i spółka mają w naszym kraju od lat - jak mało kto - wierne grono fanów, które na warszawskim stadionie Legii ponownie udowodniło swoją bezgraniczną wiarę i miłość do tria.

TAK BYŁO NA LEGII

Pomimo pogodowych perturbacji (deszcz, chłód) na scenie i przede wszystkim na stadionie temperatura sięgnęła górnych rejestrów! Oszczędzę sobie zatem porównania warszawskiego występu z marcowym koncertem w Spodku (przeczytaj relację). W piątek wszyscy byliśmy świadkami wyśmienitego muzycznego spektaklu i należy podkreślić, że Depeche Mode nadal zachowują świetną formę. Wszak, obecne tournee "Touring The Angel" rozpoczęło się w ubiegłym roku i wciąż trwa.

Oznak zmęczenia materiału nie odnotowałem, a muzycy zdają się czerpać nieopisaną energię spośród szalejącego przed nimi tłumu.

Gahan, Gore i Fletcher z towarzyszącymi muzykami pojawili się na scenie po godzinie 21. i zaserwowali jak zazwyczaj dawkę nowego materiału z ostatniej płyty "Playing The Angel" przemieszanego ze sprawdzonymi szlagierami. Były zatem otwierający koncerty "A Pain That I'm Used To", "Suffer Well", "Precious" czy "John The Revelator". Ze starszego dorobku usłyszeliśmy na przykład, "A Question Of Time", "Walking In My Shoes", "Stripped", "Behind The Wheel", oraz chóralnie odśpiewane przez cały stadion "I Feel You", "Personal Jesus", czy "World In My Eyes".

Jednakże zbrodnią byłoby pominięcie w zestawie, bodajże sztandarowych kawałków z ich twórczości. Zamykający podstawową część koncertu "Enjoy The Silence", w którym obowiązki wokalne w refrenach Gahan przekazał zebranej publiczności, czy "Never Let Me Down Again" będący dla wielu - krótko mówiąc - hymnem. To właśnie podczas tego utworu znów mieliśmy do czynienia z magią. Widok lasu falujących rąk to jeden z tych momentów w życiu, w których człowiek dochodzi do wniosku, że przeżył i widział już wszystko. Zjawisko nie do opisania słowami. Kto był, ten wie w czym rzecz...

Zespół i jego muzyka to jednak tylko część składowa całego mutli medialnego show, które odbyło się wczoraj w Warszawie. Warto wspomnieć o scenografii, która w czasie plenerowego koncertu wypadła znakomicie. Ogromna scena z podświetlonym wybiegiem, z którego Gahan korzystał dość często, futurystyczna scenografia zaprojektowana na potrzeby koncertów przez Antona Corbijna oraz oprawa świetlna sprawiły, że wczorajszy koncert Depeche Mode był jakby z innego wymiaru. Dodatkowym atutem piątkowego widowiska były trzy olbrzymie telebimy, na których pojawiały się obrazki transmitowane "na żywo" ze sceny i zmiksowane z szeroką gamą efektywnych, wizualnych dodatków.

Setlista:
"Intro"
"A Pain That I'm Used To"
"A Question Of Time"
"Suffer Well"
"Precious"
"Walking In My Shoes"
"Stripped"
"Home"
"It Doesn't Matter Two"
"In Your Room"
"Nothing's Impossible"
"John The Revelator"
"I Feel You"
"Behind The Wheel"
"World In My Eyes"
"Personal Jesus"
"Enjoy The Silence"

Bis:
"Leave In Silence"
"Photographic"
"Never Let Me Down Again"

Stadion Legii, Warszawa
9 czerwca 2006

Supporty:
DJ Hirek + DJ Mario
Pati Yang
Timo Mass



--
C
U
S
2006-06-12 20:53
Temat postu: Depeche Mode - Playing The Angel Tour 2006
ciachu


forum admin
postów: 823

Depeche Mode - Playing The Angel Tour 2006


wydarzenie: DEPECHE MODE
data: 9 czerwca 2006
miejsce: stadion Legii



"Przecież nie może padać wiecznie"-to mój ulubiony cytat z filmu "The Crow" w roli głównej Brandon Lee, który idealnie pasował do nastroju, jaki miałem na tydzień przed koncertem.
Oglądanie prognozy pogody pod kątem zbliżającej się daty 9 czerwca, przypominało jakiś koszmar.
"Czy ktoś rzucił klątwę na występy Depeche Mode w Warszawie?
Rok 2001 Służewiec-deszcz, rok 2006 Legia również deszczowa prognoza, która niestety się sprawdziła, ale po kolei...
Po raz drugi w tym roku mieliśmy szczęście zobaczyć zespół na żywo.
Po sukcesie we wszystkich jego aspektach koncertu w katowickim "Spodku" zespół umieścił raz jeszcze nazwę Poland w swoim rozkładzie jazdy, tym razem w plenerze na letniej części trasy w stolicy Polski.
Miało być bardziej okazale, z większym rozmachem i przede wszystkim spełnienie marzeń fanów, czyli zmiany w set liście koncertowej.
Bramy stadionu stanęły otworem parę minut po godzinie 16.00.
Krótki bieg i już jesteśmy na płycie, zajmując strategiczne pozycje, widok na scenę idealny.
Gdyby tak jeszcze idealna wydawała się godzina-do koncertu pozostało jedynie 5 godzin.
Oczywiście organizatorzy przygotowali nam rozrywkę w postaci supportów w dużej ilości, co wcale nie wiązało się z jakością.
Hirek Wrona zaproponował nam "Bal starej płyty", czyli wycieczkę w noworomatyczno-synthpopowe kompozycje wczesnych lat 80'tych.
Pomysł jednak nie bardzo chwycił, rozbawiając fanów pewnymi utworami granymi niczym ze zdartej pocztówki dźwiękowej. Taki sentymentalny set.
Dj. Mario postanowił uderzyć na nutę Electro Body Music. Odbyło się to jednak bez finezji i fantazji, pomysł dobry tylko wykonanie takie sobie. EBM to nie tylko Front 242 i FLA.
Parę minut przed godziną 19.00 pojawiła się Pati Yang wraz z zespołem i to był najjaśniejszy punkt programu supportem zwany.
Niestety, stało się to, co przewidzieli meteorolodzy.
Niebo pociemniało, flagi na stadiony łopotać zaczęły intensywnie i spadł deszcz.
Parasole niczym grzyby w lesie wyrastać zaczęły jak okiem sięgnąć.
Kto mógł to ratował się na różne sposoby, reklamówki, płaszcze, nawet kartony po obecnej na stadionie "Tele Pizzy" pojawiały się na głowach zgromadzonych fanów..
Dzieląc się płaszczem deszczowym z tymi, co nie byli tak przygotowali patrzyłem smutnie na niezły występ Pati Yang, przeszkadzany przez technicznych w obawie o możliwe spotkanie na szczycie wody deszczowej i prądu. Pati dograła jednak do końca a na scenie pojawił się Timo Mass, zapowiadany na gwiazdę części supportowej, zawiódł na całej linii, przynajmniej moją osobę i stojących wokół mnie fanów.
Chwilami miałem wrażenie, że tylko on bawi się do muzyki, którą prezentował.
Nudne to było i zdecydowanie niepasujące do takich dużych plenerowych koncertów.
Przysypiałem ja, przysypiali inni, nawet niezwykle sympatyczna ochrona straciła humor, tęskniąc do setu Hirka Wrony.
Długie oczekiwanie na właściwy koncert pozwoliło obejrzeć i ocenić organizację samego koncertu.
Scena istotnie prezentowała się imponująco w stosunku do trasy zimowej, dwa ogromne telebimy po obu stronach sceny zapowiadane na 13 i 5 ton wagi. Zbudowany namiot naprzeciwko sceny, dla technicznych, operatorów świateł skutecznie zasłaniał widok z miejsc na łuku stadionu po 150zł każde.
Niezrozumiałe było również dla mnie zamkniecie sektorów pod dachem na lewo patrząc od trybuny vipów, na prawo zaś zdarzały się osoby, które uciekały z tych miejsc na płytę ze względu na marną widoczność.
Zastanawiam się czy nie właściwiej byłoby umieścić scenę pośrodku płyty, przodem patrząc np. na trybunę krytą. Tak jak w ubiegłym roku miało to miejsc na chorzowskim stadionie podczas koncertu U2.
To, czego brakowało również fanom podczas tego koncertu to brak ... piwa.
Bożyszcze tłumów pojawili się o 21.30, nogi wchodziły mi już wówczas nie tylko w tylnią cześć ciała, ale również gdzieś w okolice siódmego żebra.
Niech mi ktoś powie, że koncert Depeche Mode to sama przyjemność ;-)
Zaczęli standartowo od intro, przywitała nas srebrna kula "hello" i ruszyli z "A Pain That I'm Used To"
To niezwykłe uczucie znów zaczęło rozlewać się po całym ciele, a krew krążyć szybciej.
Nagłośnienie pierwsza klasa, od basu falowały nogawki spodni, a stałem 20 metrów od sceny. Wyobrażam sobie, co musieli czuć stojący bezpośrednio przy niej.
Po raz pierwszy na poważnie "zagotowało" się podczas "A Question Of Time", które wskoczyło na miejsce drugie w kolejności koncertowej.
Niestety już podczas drugiego utworu i potem kolejnego "Suffer Well" odniosłem wrażenie, że wspólne śpiewanie z Dave Gahanem może nie być tak okazałej jak w "Spodku".
Dalszy rozwój koncertu potwierdził moje obawy, być może wpływ na to miało zbyt długie wyczekiwanie na koncert zakrapiane deszczem.
Fani Depeche Mode, również mają swoją wytrzymałość, a może to, dlatego, że na koncercie pojawiło się wiele osób niezwiązanych w żaden sposób emocjonalnie z zespołem, ot tak dla ciekawości i zabicia wolnego czasu, choć trudno w to uwierzyć patrząc na ceny biletów.
Jak jednak tłumaczyć koncert bądź, co bądź rockowy w obuwiu typu szpilka na płycie?

Obowiązkowo zagrany "Precious" bardzo ładnie zresztą narobił apetytu na następne kompozycje.
Tutaj również dało się zauważyć wyższość fanów w Spodku. Nie było wspólnego trzymania na ręce a klaskanie odbiegało od standardów, w tym momencie nie tylko Ekwador wygrywał z Polską, 1:0 ale również Katowice z Warszawą.
Wielkość scenografii rozmach i przede wszystkim talent reżysera spektaklu Antona Corbijna mogliśmy oglądać w pełnej krasie podczas "Walking In My Shoes".
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego zespół szuka innych realizatorów do kręcenie swoich teledysków, skoro pod bokiem mają taki brylant.
Rewelacyjne nawiązanie do scenografii z "Devotional Tour", przechadzająca się po monitorach kobieta ptak z okładki singla tego utworu i jego pełne pasji wykonanie to jeden z najlepszych chwil tego koncertu.
Pierwsza niespodzianka tego wieczoru "Stripped". Jak bardzo brakowało mi tego utworu podczas marcowego koncertu.
Może wokalnie nie było na najwyższym poziomie, Dave był wyraźnie "wczorajszy" (czyt. zmęczony), ale samo zagranie tego numeru podczas koncertu sprawiło mi nieopisaną radość i przeżycie emocjonalne.
Do tego rewelacyjne czarno-białe obrazy na ekranach za zespołem nawiązywały stylem do przeszłości, do lat wstecz, do ciemnego okresu powstawania albumu "Black Celebration".
W środkowej części koncertu pojawia się dziesięć minut dla Martina Gore, nie inaczej było i tym razem, oparte na utworach "Home" oraz "It Doesn't Matter Two".
Zwłaszcza ten drugi z towarzyszeniem P.Gordeno na gitarze zrobił kolosalne wrażenie.
Zdecydowanie "łykam" wszystkie tego typu popisy Martina pod warunkiem, że są to stare numery, najnowsza twórczość jakoś mi nie leży.
Kolejna niespodzianka dla fanów związana z set listą to "In Your Room". Tego utworu również bardzo brakowało.
Fantazje Martina na gitarze częściowo rekompensowały brak damskich chórków.
Pomimo prawdziwej eksplozji radości z grania tego utworu, znów miałem wrażenie, że nieogolony Dave Gahan jest jakby w słabszej formie, mniej komunikatywny z publicznością, słabiej reagujący na to, co dzieje się poza sceną. Takie wyobrażenia nasuwają się człowiekowi, kiedy zobaczy więcej koncertów niż jeden.
Skojarzenia nasuwają się same i nie sposób się od nich opędzić.
Kolejna niespodzianka ze strony zespołu spowodowała, że zrobiło się bardzo mroczno na stadionie Legii. "Nothing's Impossible" to, niedoceniana czarna perełka z albumu "Playing The Angel".
Po tym utworze siły się wyrównały, fani góra w Katowicach, ale zestaw utworów zdecydowanie na korzyść Warszawy.
Kto "przysnął" na chwilę został obudzony za sprawą "John The Rewelator" i "I Feel You".
Zwłaszcza ten pierwszy fantastycznie rozbujał 25, może 30 tys. fanów na stadionie.
Przy "I Feel You" po raz pierwszy zobaczyłem, Dave który nie uklęknął w charakterystycznym momencie tego utworu.
Trudno przywiązywać wagę do takich szczegółów, ale coś w tym jest.
Końcówka setu podstawowego to już tradycyjnie odśpiewany wraz z fanami "Behind The Wheel" i Violator'owy "World In My Eyes" z tradycyjna już "piatka" dla Andrew "Fletch" Fletcher'a.
Wszystko to bardzo poprawnie, może tylko już trochę schematycznie, obnażając pewne braki spontaniczności. Zresztą może moje wymagania są zbyt duże, w końcu, który to już koncert trasy "Playing The Angel", gdzieś koło stówki chyba się już zakręci.
Trudno, więc wymagać, aby przy "World In My Eyes" Dave Gahan jakoś spontanicznie eksplodował.
Zakończyli, nierozłaczną parą, "Personal Jesus" i "Enjoy The Silence", nie mogło być inaczej publiczność szóstym członkiem zespołu. Odśpiewany, personal i enjoy jak Gahan i spółka kazali.

Bis niestety wielu rozczarował, nie było Everything Counts, nie było rozrywkowego "Just Can't Get Enough", nie doczekaliśmy się również "Goodnight Lovers".
Rozpoczął Martin pięknym wykonaniem "Leave In Silence", i pomyśleć, że kiedy powstawał ten utwór wielu z tych, którzy byli tego dnia na koncercie nie było jeszcze na świecie.
Kultowy "Photographic" to kolejny z tych naj koncertu.
Co za energia, prosty utwór ale totalne szaleństwo i na scenie i pod nią, na płycie i trybunach.
Przebudzenie lwa, co to Gahanową grzywę ma niestety nastąpiło trochę zbyt późno.
Zakończyli "Never Let Me Down Again", mówiąc brzydko popsute przez samych fanów. Polak zawsze musi zrobić po swojemu, machanie łapskami od samego początku utworu przestaje nadawać temu gestowi wyjątkowości.
Wyraźnie Dave daje znać podczas tego utworu, kiedy należy rozpocząć spektakl, ale gdzie tam.
Piękne czerwone race na trybunach niestety spacyfikowane przez ochronę i długie pożegnanie zespołu przez fanów, które trwało i trwało pomimo zejścia zespołu ze sceny.
Skandowania Depeche Mode Depeche Mode nie było końca, do tego dziękujemy. Niesamowite wrażenie, wręcz błagalne "wyjdźcie i pożegnajcie się z nami raz jeszcze, choć na chwilę"... Niestety, ostatnie, co usłyszeliśmy to "see you next time"...

Do zobaczenia, Depeche Mode, do nastepnego razu - dziękujemy.

"enjoy"

PS. Na koniec odrobinę prywaty. Chciałbym bardzo gorąco podziękować wszystkim uczestnikom wyjazdu pod kryptonimem "EnjoyBus I" i "EnjoyBus II"
Dokładnie chodzi o prawie setkę fanów ze Szczecina, którą pod moim przewodnictwem dotarła i szczęśliwie wróciła do domu
Byliście wspaniali, zdyscyplinowana, sympatyczna grupa, dla takich osób aż chce się robić podobne podobne wyjazdy.
Jeśli jeszcze kiedykolwiek DM lub któryś z członków zespołu solo zawita do Polski, o transport nie musicie się martwic, teraz marzy mi się nawet EnjoyBus III ;)


--
C
U
S
2006-06-15 17:28
Temat postu: Timo Maas podeslal pelna set-liste z Warszawy
ciachu


forum admin
postów: 823

Timo Maas podeslal pelna set-liste z Warszawy:
1. Intro
2. Timo Maas - Pictures (Special Edit)
3. Delia Gonzalez & Gavin Russom - Relevee (C2 Remix)
4. Locodice - Seeing through shadows
5. Theo Parish - Detroit Beatdown (C2 Remix)
6. DJ Yellow - Goddess
7. Thomas Schumacher - Red Purple
8. Uncle - Intro of Never Neverland
9. Timo Maas - Shifter (Special Edit)
10. Timo Maas/Brian Molko - First Day (General Midi Remix)
11. Placebo - Space Monkey (Timo Maas Remix)
12. Timo Maas/Brian Molko - Like Siamese

--
C
U
S
2006-06-18 22:38
Temat postu: Koncert Depeche Mode, Stadion Legii, Warszawa, 9 czerwca 2006 r.
ciachu


forum admin
postów: 823

Koncert Depeche Mode, Stadion Legii, Warszawa, 9 czerwca 2006 r.
Poniedziałek 12.06.2006

Kilkanaście tysięcy fanów Depeche Mode, którzy przemoczeni czekali w piątek na koncert swoich ulubieńców mogło być zadowolonych. Brytyjczycy dali popis pełnego profesjonalizmu. I niestety "tylko" tego.

Publiczność zniosła prawdziwą ulewę. Przemoczeni i zziębnięci miłośnicy Dave'a Gahana i spółki czekali jednak cierpliwie. Występująca w roli supportu Pati Yang, zagrała naprawdę dobry koncert, ale miała olbrzymiego pecha - deszcz sprawił, że ciężko było jej poderwać tłum do zabawy. A szkoda, bo uczciwie trzeba powiedzieć, że pokazała prawdziwą klasę. Timo Maas, który zagrał po niej, nie dość, że dał pokaz moim zdaniem nieciekawy, to jeszcze za długi, a jego najciekawszymi momentami były... wizualizacje.

Przed pojawieniem się na scenie gwiazdy wieczoru deszcz na szczęście ustał. Depeche Mode mieli zatem pełne pole do popisu. Zaczęli od intro, po którym przeszli do ""A Pain That I'm Used To". Stadion, co zresztą było do przewidzenia, oszalał. Kolejne utwory pochodzące na zmianę z najnowszego albumu "Playing The Angel" i starszych wydawnictw utrzymywały wysoki poziom koncertu. Dave Gahan był w niezłej formie, biegał po scenie i - jak to ma w zwyczaju - wymachiwał statywem od mikrofonu. Było nieźle: "A Question Of Time", "Suffer Well", "Precious" oraz "Walking In My Shoes" musiały się podobać. Mnie jednak czegoś brakowało. Wyglądało na to, że zespół nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że fani przemokli do suchej nitki. Żaden z muzyków nie zająknął się na ten temat ani słowem i gdyby nie "Good evening Warsaw!" można by pomyśleć, że koncert ten odbywa się np. w Tokio. Tego braku kontaktu z publicznością brakowało mi zresztą do końca ich występu. A szkoda, bo skoro zespół reklamował na telebimach swoje bootlegi to mógł odrobinę bardziej się postarać. Ten z Warszawy nie będzie żadną nadzwyczajną pamiątką.

Zestaw utworów, który Depeche Mode zaprezentowali w dalszej kolejność mógł cieszyć. Świetnie wypadły: "Home", "In Your Room", mroczny "Nothing's Impossible" czy klasyki pokroju "I Feel You", "World In My Eyes". Ekstatyczną radość wywołały jednak dopiero największe hity: "Personal Jesus" i kończący regularny set "Enjoy The Silence". W tym też momencie nasza piłkarska reprezentacja spuszczała na siebie zasłonę milczenia przegrywając z Ekwadorem.

Później Depeche Mode wyszli jeszcze na scenę, żeby zagrać na bis: "Leave In Silence", "Photographic" i "Never Let Me Down Again", podczas którego las rąk w górze towarzyszył muzykom przez cały czas trwania tego utworu. To jeden z najlepszych momentów tego show. Widać było, że zespół był zadowolony z przyjęcia przez fanów i zapowiedział swój powrót do naszego kraju. Oby następnym razem zostawił po sobie nie tylko profesjonalnie zagrany koncert, ale także wrażenie tego, że liczy się dla niego to, iż fani zniosą nawet ulewny deszcz, żeby tylko móc go posłuchać. Tej interakcji, kontaktu z publicznością na stadionie Legii bardzo mi brakowało.


Miłosz Habura

--
C
U
S



emotikonki














Adresy stron internetowych jak i adresy e-mail zostaną automatycznie zamienione na linki. Dodatkowo możesz używać kilku znaczników:
[b]...[/b] - pogrubienie
[i]...[/i] - pochylenie
[u]...[/u] - podkreślenie
[url]...[/url] - link
[cytat]...[/cytat]
[code]...[/code] - kod, np. HTML

dokładny opis
imię
e-mail
tytuł
treść
wpisz imię nieżyjącego polskiego prezydenta:

 

Logowanie
Login hasło Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!

© 2001-2012 by Robert Ziach C&Co. A.G.™ ® 2012 by Schwiebus.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.

0.019 | powered by jPORTAL 2