www.schwiebus.pl

:: .I. Pocz±tek wojny
Artyku dodany przez: schwiebu (2005-05-16 19:46:46)

Z ziemi polskiej do ... polskiej.

I. Pocz±tek wojny

Urodzi³em siê w Równem Wo³yñskim.
Tam prze¿y³em pierwsze bombardowania niemieckie w pierwszych dniach wrze¶nia 1939 roku. Od 1 wrze¶nia 1939 roku codziennie obserwowali¶my przelatuj±ce bardzo wysoko samoloty. Wszyscy mówili, ¿e to niemieckie samoloty obserwuj± i fotografuj± stacjê kolejow± i inne obiekty. A na stacji zatrzymywa³o siê coraz wiêcej poci±gów z uciekinierami z centralnej czê¶ci Polski. Byli to przewa¿nie wy¿si urzêdnicy, lekarze, inteligencja. Coraz wiêcej by³o te¿ poci±gów z amunicj± i sprzêtem wojskowym. Ko³o domów mieli¶my wykopane schrony przeciwlotnicze. Do nich mieli¶my siê chowaæ w razie bombardowania.

Najtragiczniejsze by³o bombardowanie stacji kolejowej w dniu 13 wrze¶nia, na której sta³y wówczas poci±gi z amunicj± i uciekinierami z Warszawy. Na jednym z posterunków kolejowych pe³ni³ s³u¿bê w tym dniu mój ojciec. Moja siostra zanios³a mu obiad, gdy rozpoczê³o siê to piek³o. Niemcy zaatakowali bombami burz±cymi i zapalaj±cymi. Ja gra³em z kolegami w pi³kê na po³o¿onym w s±siedztwie boisku Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. By³ tam wykopany schron przeciwlotniczy. Przykryty by³ grubymi podk³adami kolejowymi. Gdy zaczê³o siê bombardowanie pocz±tkowo schowa³em siê w tym w³a¶nie schronie. Gdy trochê ucich³o, czym prêdzej pobieg³em do schronu, który znajdowa³ siê tu¿ przy naszym domu, nie chcia³em, bowiem, aby mama niepokoi³a siê jeszcze o mnie. Wystarczy³o, ¿e dr¿a³a o ¿ycie mê¿a i córki, którzy w³a¶nie przebywali w tym piekle. Mi³o¶æ do matki uratowa³a mi wówczas ¿ycie: Jedna z bomb spad³a tu¿ przy schronie, w którym by³em uprzednio. Wszyscy zginêli. Mieszkali¶my w osiedlu kolejarskim niedaleko stacji, tu¿ przy rzeczce U¶cie.Bomby spowodowa³y po¿ary poci±gów z amunicj±, co spotêgowa³o detonacje.

Nalot spowodowa³ du¿e straty, nasz dom by³ czê¶ciowo zniszczony przez du¿ych rozmiarów od³amek pocisku artyleryjskiego. Po szczê¶liwym powrocie ojca z pracy pó¼nym wieczorem, pozabijali¶my okna i drzwi deskami, spakowali¶my najpotrzebniejsze rzeczy, za³adowali¶my to wszystko na rower, jedyny wówczas dostêpny dla nas ¶rodek transportu i zdecydowali¶my siê opu¶ciæ nasz dom i szukaæ schronienia u chrzestnej matki mojej siostry, która mieszka³a wraz z mê¿em na skraju miasta. Jej m±¿ by³ policjantem i pochodzi³ z Wartos³awia, rodzinnej wioski mego ojca. Na ten sam pomys³ wpadli jeszcze inni znajomi naszych znajomych. By³o bardzo t³oczno, ale wydawa³o siê nam bezpieczniej, ni¿ w naszym domu przy wê¼le kolejowym. Naloty powtarza³y siê i w dniach nastêpnych. 17 wrze¶nia natomiast do Równego wkroczy³ nastêpny s±siad, s±siad wschodni. M±¿ chrzestnej mojej siostry przybieg³ do domu bardzo zdenerwowany i powiedzia³: „Dostali¶my nó¿ w plecy”, przebra³ siê w cywilne ubranie i uciek³ z zamiarem przedostania siê za Bug, na teren zajêty przez bardziej cywilizowanego wroga. Nie wiem, co siê z nim sta³o, czy uda³o mu siê to, czy te¿ podzieli³ los tysiêcy innych polskich policjantów w Katyniu.

 

Stanis³aw Wyremba
Warszawa, 15 maja 2005 r.

 




adres tego artykuu: www.schwiebus.pl/articles.php?id=25