www.schwiebus.pl

:: January Golon
Artyku dodany przez: schwiebu (2007-08-19 18:37:24)

January Golon (1932 - 2007)

Dzie za Dniem
Wydanie 16 [279] z dnia 18 kwietnia 2007 r.

Jak w kabaretowym skeczu Edwarda Dziewo雟kiego: mia貫m w domu butelk dobrej kanadyjskiej whisky (prezent po wizycie go軼i zza oceanu). Pocz瘰towa貫m ni Janusza. Zapami皻a j. Przyje盥瘸 po ka盥ym moim telefonie, p鏦i litrowa butelka w wyszywanym woreczku nie zosta豉 osuszona.

Januarego nazywali鄉y po prostu Januszem.

Jak m闚i - nakaz pracy w powiecie 鈍iebodzi雟kim otrzyma na pocz徠ku 1953 roku. Z teczk zapi皻 przez ram roweru je寮zi na dy簑ry pogotowia w 安iebodzinie, odbiera porody w ciasnych karetkach, zbiera z drogi po豉ma鎍闚. Zwiedzi literalnie wszystkie k徠y powiatu. Zna miasto, wsie i przysi馧ki. Kolejnych kierowc闚 z kolumny transportu sanitarnego uczy skr鏒闚 do hub i le郾icz闚ek.

Zaryzykuj stwierdzenie, 瞠 by chyba u ka盥ej rodziny, w ka盥ym mieszkaniu, w ka盥ym domu, w ka盥ej z so貫ckich wsi gminy Sk徙e.

Pracowa niezmiernie du穎. Cz這wiek instytucja, niezwykle dynamiczny felczer, kt鏎y nigdzie nie zagrzewa miejsca. Szybki w decyzjach, trafny w radzie, potrafi帷y rozmawia zar闚no z dzieckiem, jak i ze staruszkiem. Pani Nina - emerytowana piel璕niarka z poradni chirurgicznej nazywa豉 Go Profesorem. Robi豉 to bez przek御u - po prostu z uznania dla ogromnej wiedzy Januarego Golona, zdobytej w trakcie kilkudziesi璚ioletniej praktyki.

Pracuj帷 w pogotowiu, by panem 篡cia i 鄉ierci. Decydowa, kt鏎y z uczestnik闚 wypadku pojedzie karetk do szpitala, a kto pozostanie na poboczu drogi... Gdy przysz造 nowoczesne metody i 鈔odki bada, jego intuicja sprawdza豉 si w zderzeniu z komputerami i specjalistyczn aparatur.

Zawsze w biegu: z samochodu do apteki, z trasy do pacjenta, z pogotowia do o鈔odka zdrowia, od 堯磬a chorego na szpitalny dy簑r. Zawsze z nieod陰czn, charakterystyczn, p瘯at od ludzkich trosk torebk - akt闚eczk pod pach. W niej receptariusz, zapiski, daty, ig造, kwity, pilniczek do fiolek, zawiadomienia o spotkaniach i posiedzeniach... B璠 Go pami皻a, jak w rozpi皻ej koszuli z kr鏒kim r瘯awkiem wbiega do apteki z kluczykami od auta w r瘯u, szybciutko bra porcj lek闚, kt鏎e potem ordynowa do g喚bokiej nocy pacjentom.

Kilkadziesi徠 godzin przed 鄉iertelnym wylewem spotkali鄉y si na targu. By這 zimno i 鄉iej帷 si - w obecno軼i Teresy Podlipskiej - sprawdza貫m, czy pod kus, rozpi皻 (a jak瞠!) marynark mia kr鏒ki r瘯aw. Mia.

Kuzyni z Rakowa, kt鏎zy przychodni mieli w K瘼sku, opowiadali, jak doktor, ka膨c ods豉nia ty趾i, robi im zastrzyki na stoj帷o. Pa鎍ia z ul. 砰mierskiego wspomina豉, 瞠 b造skawicznie wyrwa jej "熤i帷ego" z瑿a. Dziadek Tadek, jak na stoj帷o, palcami wciska mu dysk na swoje miejsce. Pani Zofia - s御iadka z podw鏎ka, z podziwu godn wyrozumia這軼i (ci庵n掖 kolejny dy簑r - za koleg) snu豉 opowie嗆 o tym, 瞠 "zasn掖 na jej plecach" w trakcie os逝chiwania. Wiem, 瞠 niegdy znaleziono go rankiem 酥i帷ego wzd逝 chorego, do kt鏎ego zawita grubo po p馧nocy...

Szczeg鏊nie ostro wry造 si w m pami耩 nocne wizyty pogotowia przed 鄉ierci matki. Niewysoka posta Janusza z narzuconym na ramiona kitlem na tle 鈍iate karetki. Potem - p瘯ata od nadziei pacjent闚 - saszetka na stole. W jej wn皻rzu zastrzyk, ukojenie i cho熲y kilka godzin zbawczego snu bez b鏊u.

Po rannym telefonie z tragiczn wiadomo軼i o 鄉ierci Janusza poczu貫m si jak kto, komu w nocy skradziono schodow balustrad. Do kogo teraz dzwoni po rad, kogo pyta, kogo wo豉 o pomoc?

Skasowa貫m numer w kom鏎ce, przecie nie poprosz ju o recept, wype軟ienie karty na koloni, czy pomoc dla wnuka. Janusz pierwszy raz od niepami皻nych czas闚 nie odbiera telefon闚! Cz這wiek instytucja odszed tak, jak 篡czy ka盥emu (cz瘰to to powtarza): szybko, cicho, bez d逝giego b鏊u, bez k這potu dla rodziny.

Jak瞠 zas逝穎ne, pi瘯ne po瞠gnanie zgotowa這 Mu spo貫cze雟two O這boku. W ostatniej drodze uczestniczyli mieszka鎍y okolicznych wsi, przyjaciele ze s逝瘺y zdrowia, dzia豉cze samorz康owi (Janusz by m.in. radnym Sejmiku Lubuskiego), pacjenci. Mimo zimna t逝m wdzi璚znych ludzi trwa przy mogile Januarego. Prawdziwa g鏎a kwiat闚 na ko軼ielnym wzg鏎zu ros豉 przy akompaniamencie syren karetek pogotowia. Na co dzie s造szymy je w oddali. Tu, w miejscu ceremonii, wy造 po鈔鏚 t逝mu - niezno郾ie blisko, bole郾ie, przera幢iwie, strasznie.

Los sprawi, 瞠 nazajutrz zn闚 by貫m na o這bockim cmentarzu. Kwiaty przykry spadaj帷y z drzewa mokry 郾ieg. O鈔odek zdrowia szykowa si do przyj璚ia nast瘼cy doktora Golona. 砰cie po kr鏒kim przystanku potoczy這 si dalej.

Kilka dni temu, jak zwykle po "鈍i璚once" usiedli鄉y z rodzin do kawy. Wyj掖em kolejn butl starej whisky od kanadyjskich przyjaci馧 i ledwie napocz皻 odstawi貫m na p馧k. B璠zie czeka na Janusza.

 

Post scriptum. My郵, 瞠 ludzie z otwart g這w, kt鏎ych w Sk徙em nie brakuje, nie zapomn o Januarym - na przek鏎 安iebodzinowi, kt鏎y do dzi, cho熲y kamiennego kwiatka, nie po這篡 na grobie Jana Bacza雟kiego i Innych Lekarzy.

 

Kazimierz Gancewski



adres tego artyku逝: www.schwiebus.pl/articles.php?id=230