W środę 1 marca w Muzeum Regionalnym odbył się koncert jazzowy pt. "Ulice Wielkich Miast", w wykonaniu duetu Ingi Lewandowskiej i Kuby Stankiewicza.
Na koncert przyszło wielu pasjonatów jazzu, zajęli oni wygodne miejsca w Sali Ślubów, na pierwszym piętrze Ratusza i z niecierpliwością oczekiwali dawki muzyki.
W sali zapanowała cisza, atmosfera zrobiła się nastrojowa i kameralna, światła przygasły i wnet popłynęła miła dla uszu muzyka. Widownia z zachwytem słuchała aksamitnego głosu wokalistki, która jest laureatką Międzynarodowego Konkursu Wokalistów Jazzowych w Zamościu. Występowała również na wielu festiwalach, m. in. podczas "Jazz Jamboree", "Jazz nad Odrą" oraz koncertowała po Europie.
Wykonywany repertuar zawierał współczesne opracowania ballad do tekstów Agnieszki Osieckiej, jak też własne aranżacje Kuby Stankiewicza.
Po ponad godzinnym koncercie publiczność opuszczała z niechęcią salę - żałując, iż dobiegł on ku końcowi.
Przypomnijmy, że koncert był również formą podziękowania za wsparcie, jakie okazali miejscowi darczyńcy przy wydaniu publikacji dokumentującej lokalne zabytki.
apa
Niespodziewanie duże wrażenie zrobił na mnie koncert jazzowy pt. "Ulice wielkich miast - ballady Agnieszki Osieckiej". W sali ślubów USC zebrało się wielu melomanów jazzu. Aranżacje muzyczne Kuby Stankiewicza i wokal Ingi Lewandowskiej mnie oczarowały. Dziękuję Markowi Nowackiemu - dyrektorowi Muzeum Regionalnego, za to zaproszenie i wrażenia estetyczne.
Agnieszka Osiecka (1936 - 1997) - poetka, osoba wszechstronnie utalentowana, jedna z najpopularniejszych autorek tekstów piosenek, których napisała ponad 200, swój świat opisała w "Galerii potworów".
"Dręczysz mnie, mój drogi głosie, żebym pisała brutalniej o czasie kataryniarzy, radzisz połknąć landrynę naiwności niczym wstydliwy gryps. Mam bydlęta nazywać bydlętami, z sympatycznych dziewcząt nie czynić aniołów, a łeb posypać popiołem skruchy, żem nie zerwała Układu Warszawskiego" - pisze Osiecka.
Dziwne, ale ja przeżywam podobne zgryzoty, zwłaszcza po obejrzeniu filmowych "Kronik Świebodzińskich" śp. Zenona Piszczyńskiego. Korci mnie więc, aby napisać swoją galerię "potworów". Podobnie jak Agnieszka Osiecka sportretować ludzi, których jeszcze pamiętam.
Wiesiek Zdanowicz zrobił to w "Słowniku biograficznym świebodzinian". Galerię musiałby tworzyć od nowa. Chyba warto, bo jak pisze Osiecka, jesteśmy gatunkiem ginącym i jako tacy powinniśmy zostać starannie opisani i objęci ochroną.
Warto opisać ludzi, których widziałem na Ziemi Świebodzińskiej - tych, co żyją i tych, którzy są już w krainie wieczności. Kogo? Śp. dr. Lecha Wierusza - prezesa Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Świebodzińskiej, wspaniałego człowieka. To ten, który był fundatorem stypendium, aby świebodziński skrzypek - Jarek Żołnierczyk, mógł rozwijać muzyczny talent, a dziś to profesor Akademii Muzycznej w Poznaniu i pierwsze skrzypce w orkiestrze kameralnej Agnieszki Duczmal.
Kto pamięta koncert Orkiestry Kameralnej Jerzego Maksymiuka, kiedy śp. Zbyszek Kocowski, pracownik ŚDK, sprzedawał bilety koncertowe pracownikom Świebodzińskiego Kombinatu Rolnego, informując, że w trakcie koncertu muzyki symfonicznej, będą też występy "striptizowe"? I sala widowiskowa ŚDK była pełna chłopów, czekających z kankami na... odbiór przydziałowego mleka!
Klub "U Jagny" (dziś lumpeks) na os. Widok, którym kierowała Bożenka Trzebniak. Ilu to gościł znanych aktorów, m. in. Beatę Tyszkiewicz, Alinę Janowską, Olgierda Łukaszewicza, Wojciecha Siemiona, śp. Hankę Bielicką. I ten staropolski "żurek", który serwowała śp. Jagna Ławruszczuk w stroju wielkopolskim. Fantazje kulinarne jej męża Leszka znane były w okolicy i nawet Stasiu Kierzkowski (wtedy wiceprezes ŚSM) uwierzył, iż kulinarne jaja muszą pochodzić od krokodyla.
Klub "Medyk" Lubuskiego Ośrodka Ortopedyczno - Rehabilitacyjnego. Prym tam wodzili Sławek Siepsiak i Krzysiu Kaczmarek. Tam też spotykali się klubowicze - A. Byczyński, Jurek Grudziński, Ula Kubińska, Krysia Tyńska, Zosia Chęcińska, Halina Raszewska, Krysia Zawadzka. Śp. Paweł Dybowski (ortopeda), jak on tam potrafił czarować świebodzińskie dziewczyny. I te bale medyków do białego rana. A lekarze, to tancerze wyśmienici - A. Bielewicz, H. Gabriel, śp. Z. Drozdowski, śp. E. Jelak. Kazimierz Kowalski, operowy bas, śpiewał tu swoje arie, a Ziuta Markowska zwracała uwagę śpiewakowi, że większy sukces odniesie na scenie operowej, niż w TVP. I już wtedy miała rację.
Gospodarzami Klubu "Betonik" była Marysia Nowak, później Jasiu Stobrawa. Tam też powstał klub jazzowy "Skat", w którym muzykę propagowali Maciek Przybysławski, Piotrek Malinowski, Leszek Frey-Witkowski, śp. Lech Kozik - i te ich "jazzowe zaduszki". Ci wspaniali ludzie żyli w czasach, kiedy młode dziewczyny ubierano w kolorowe kokardy i później ustawiano na placach, aby maszerowały w pochodzie 1-majowym. Dziś, gdy się czyta Osiecką, ogląda filmy Piszczyńskiego, niejednemu się łza w oku kreci.
Korci mnie więc opisać, gdy jako dyrektor ŚDK wiozłem do Gubina na "Wiosnę nad Nysą" sześć przepełnionych autobusów świebodzińskich artystów; zespół taneczno-wokalny "Zuch" z SP nr 2, który pod artystyczną opieką Ewy Wojciechowskiej i Zdzisi Łazarewicz odnosił wspaniałe sukcesy, teatr pantomimy śp. Basi Silnej z Klubu "Eskulap" w Ciborzu, zespół ludowy z Lubrzy śp. Tomka Szubczyńskiego i Julka Prylińskiego z Klubu LFM "Modrzew", zespoły muzyczne Kuby Jareckiego i śp. Jurka Zwierzchowskiego, miłośników sztuki użytkowej - śp. G. Wardę, kolekcjonerów itp.
Korci mnie, by przypomnieć, ak nas Naczelnik Świebodzina - śp. H. Panufnik i jego zastępca śp. dr Cz. Gordzelewski, witali, za te zwycięskie trofea świebodzińskiej kultury. Nie wiem tylko, czy to już w trzeciej RP uchodzi? Kto mi podpowie?
Jan Edward Czachor